Friends HLILogoHLI Human Life International - Polska
Polski serwis pro-life

Ulotki do pobrania i rozpowszechniania TUTAJ

Ostatnio nawet New York Times, uznawany za bastion liberalnego dziennikarstwa, opublikował artykuł zwracający uwagę na fakt, że zbyt mało osób zdaje sobie sprawę, że niedobór liczby urodzeń jest globalny. Problem nie dotyczy jedynie Japonii i Korei Południowej, ale mocno uderza także w Stany Zjednoczone. Także w Polsce sytuacja jest dramatycznie zła.

- Czy świat stoi w obliczu egzystencjalnie groźnego kryzysu przeludnienia czy wyludnienia? – pyta prezydent Human Life International ks. Shenan Boquet.

Jeszcze kilka lat temu praktycznie wszyscy liczący się zachodni politycy, instytucje i media zgodnie twierdzili, że świat jest dramatycznie przeludniony. Perspektywy miały być tragiczne, a konsekwencjami katastrofy ekologiczne, wojny, głód i ubóstwo. W ciągu ostatnich kilku lat, sytuacja całkowicie się odwróciła. Coraz częściej mówi się o tym, że globalnym problemem nie jest przeludnienie, ale przeciwnie kryzys dzietności.

Sytuacja demograficzna w USA staje się dramatyczna

Ciekawą i dosyć wiarygodną prognozę w dniu 11 lipca 2026 r. opublikował na swojej stronie Brad Wilcox. Tytuł artykułu brzmi: Sytuacja demograficzna nadchodzi szybciej, niż ktokolwiek jest przygotowany. Autorem tej prognozy jest dr Lyman Stone, demograf, który kieruje Inicjatywą Pronatalizmu w Instytucie Studiów nad Rodziną.

Dr Stone odwołuje się do czasów walki o niepodległość Ameryki. W 1775 roku prof. Edward Wigglesworth z Harvardu obliczył, że koloniści podwajają swoją liczbę co dwadzieścia pięć lat i prognozował, że do końca XX wieku liczba Amerykanów przekroczy miliard. Jednak obecnie jest ich zaledwie ok. 340 milionów.

Pytanie, które stawia dr Lyman Stone, brzmi: czy Ameryka liczbę ludności zacznie odliczać, a nie dodawać? Liczby, które przedstawia, dają wiele do myślenia. Amerykański współczynnik dzietności spadł poniżej 1,6 dziecka na kobietę – wskaźnik urodzeń za 2025 rok wyniósł 1,57 dziecka na kobietę w wieku rozrodczym. Jest on najniższy w historii USA – znacznie poniżej zastępowalności pokoleń, która wynosi co najmniej 2,1. Jeżeli ten trend się utrzyma, populacja USA w latach 50. XXI wieku zacznie się kurczyć. (W Polsce współczynnik dzietności spadł w 2025 r. do 1,068 dziecka na kobietę w wieku rozrodczym.)

Kryzys demograficzny może nadejść, zanim milenialsi poznają swoje wnuki (jeżeli w ogóle będą je mieli).

Wysoki koszt kurczącej się populacji

Dr Stone twierdzi, że obecne prognozy są zbyt optymistyczne i opierają się jedynie na dwóch życzeniach. Pierwszym z nich jest założenie o stale utrzymującej się wysokiej imigracji. Jednak nie uwzględnia to faktu, że wskaźniki urodzeń spadają w wymiarze globalnym, a liczba młodych migrantów także stale maleje.

Drugim jest mit, że obecnie młode kobiety tylko czasowo odkładają urodzenie dziecka. Badania jednak pokazują, że wiele z nich świadomie całkowicie rezygnuje z macierzyństwa..

Ten spadek nie jest więc chwilowy!

Wyliczenia wykazują, że każde kolejne pokolenie Amerykanów będzie o ponad 30% mniej liczne od poprzedniego. W innych krajach z pewnością będzie znacznie gorzej.

To nie są tylko statystyki!

Zdrowa cywilizacja potrzebuje ludzi do produkcji żywności, do pracy, inwestowania, budowania oraz opieki nad chorymi i starszymi. Potrzebuje podatników, aby utrzymać na stałym poziomie programy, od których zależą dziesiątki milionów starszych ludzi.

Dr Stone ostrzega, że ​​spadek liczby ludności osłabi możliwości korzystania z obecnych uprawnień, zaszkodzi gospodarce, stłumi innowacje i doprowadzi do chronicznego niedoboru siły roboczej. Ten spadek raczej nie odwróci się samoistnie: nie widać na horyzoncie boomu małżeńskiego, młodzi ludzie nie wyłączają telefonów, ceny mieszkań nie staną się wkrótce znacznie niższe – twierdzi.

Ostrzeżenia!

O. Paul Marx OSB, pierwszy, sławny prezydent Human Life International, socjolog z dużym doświadczeniem uniwersyteckim, już ponad 30 lat temu pisał o tych problemach w The New York Timsie. Ostrzegał przed klęską depopulacji w czasie, gdy możni tego świata wciąż uprawiali propagandę rzekomego przeludnienia.

Założył Instytut Badań nad Populacją (PRI). Mówił: - jego celem jest zwalczanie mitu przeludnienia i nagłaśnianie drastycznego spadku liczby urodzeń, zwłaszcza w krajach wysoko rozwiniętych. Jak dobrze wiecie, około połowa krajów świata, w tym wszystkie kraje rozwinięte, już mają wskaźnik urodzeń nie pokrywający zastępowalności pokoleń. Całe narody już wymierają.

Mówił to ponad 30 lat temu! Za te słowa o. Marx i inni liderzy ruchu pro-life przez wiele lat byli wyśmiewani i uznawani za oszołomów.

O. Paul Marx powtarzał to nieustannie podczas podróżowania przez 91 krajów po całym świecie. Był pewny i często podkreślał, że główną przyczyną upadku ludzkości jest świadome niszczenia płodności. Twierdził: - Kiedy antykoncepcja staje się powszechna, powstaje… wszechobecny, przerzutowy nowotwór moralny, który niszczy Kościół, rodzinę, młodzież i naród. Jako duszpasterz przypominał, że niszczenie płodności jest grzechem ciężkim.

Dramatyczne skutki propagandy o przeludnieniu

Tej samej wiosny, gdy zmarł głosiciel przeludnienia świata, Paul Ehrlich, polityka antypopulacyjna, którą sprowokował, powodowała dramatyczne konsekwencje humanitarne: przymusowe aborcje w Chinach, przymusową sterylizację w Indiach i Peru oraz wymuszane kampanie antykoncepcyjne w krajach rozwijających się – wszystko finansowane przez rządy zachodnich krajów i agencje organizacji międzynarodowych w imię ratowania ludzkości przed zbyt dużą liczbą dzieci.

Tragiczna ironia

Panika o przeludnieniu wygasa, ale jej mechanizmy wciąż trwają. Te same zachodnie rządy, które teraz zaczynają się martwić z powodu spadającego wskaźnika urodzeń, nadal dofinansowują aborcję i środki wczesnoporonne oraz antykoncepcyjne zarówno w swoich krajach, jak i za granicą. Dookoła rodzicielstwa tworzą bariery zniechęcające. Media promują postawy niechętne posiadaniu dzieci. W efekcie następuje pogorszenie problemów demograficznych. Problem zabijania dzieci w łonach matek poprzez łatwo dostępną aborcję, zwłaszcza samoobsługową pigułkę aborcyjną, jest narastającym światowym dramatem.

Dlaczego nie rodzą się dzieci?

W tym kontekście trzeba zwrócić uwagę, w jaki sposób upowszechnienie niszczenia płodności (stosowanie różnorodnej antykoncepcji) napędza kryzys demograficzny.

Dr Stone wskazuje na coraz późniejsze zawieranie małżeństw lub nie zawieranie ich w ogóle. Narasta problem osamotnienia młodych ludzi, którzy nie są w stanie podejmować żywych, pozytywnych relacji pomiędzy sobą i zakładanie rodziny. Rodzicielstwo jest odkładane na później. Koszty utrzymania i własnego mieszkania rosną wszędzie tak samo – podobnie w USA, jak i w Europie. Obserwujemy olbrzymi atak na wiarę i relatywizację postaw religijnych. Coraz więcej młodych dokonuje apostazji. Wielu nie jest w stanie odnaleźć sensu swojego życia, narasta problem samobójstw. Coraz więcej krajów legalizuje eutanazję lub samobójstwo wspomagane pod pretekstem medycznej pomocy w umieraniu.

Życie z celowo zniszczoną płodnością

O tym się ogóle nie mówi! Życie bez płodności stało się powszechnie akceptowaną normą społeczną. Zanika świadomość szkodliwości, a tym bardziej grzechu. Kontakt seksualny bez zobowiązań, który deprecjonuje więź małżeńską, jest traktowany jako należna przyjemność. Ludzie zabezpieczają się przed dzieckiem, jak przed jakimś totalnym złem.

Antykoncepcja jednak nie działa w 100% i zawodzi, a wówczas dziecko jest traktowane jak nieproszony intruz. Jak zło, którego trzeba uniknąć. Od razu pojawia się propozycja bezpiecznej (czyli legalnej) aborcji, która jest reklamowana jako wyzwolenie, wolny wybór, opieka zdrowotna, a nawet prawo człowieka. O zabiciu dziecka w ogóle się nie mówi, tak jakby w ogóle nie istniało w łonie matki i nie było człowiekiem na swoim, unikalnym szlaku rozwojowym.

Tragiczna spadek po rewolucji seksualnej

Zgliszcza po tzw. rewolucji seksualnej powodują obecny kryzys. Nie powinniśmy być zaskoczeni, że kołyski są puste!

Ta sama przesiąknięta seksem subkultura wielu ludziom utrudnia przyjęcie wiary, a tym bardziej wsłuchanie się w nauczanie Kościoła katolickiego o ludzkiej seksualności, płodności, małżeństwie i rodzinie. Nie widzą już piękna czystej miłości!

W The Catholic Thing Francis X. Maier na początku tego roku pisze: Chrześcijaństwo silnie zachęcało do trwałych małżeństw i dużych rodzin. Wraz z sekularyzacją Europy ta presja moralna zniknęła. Dziś większość dzieci dorasta, postrzegając małe rodziny jako coś normalnego. Ich własna płodność odpowiednio spada.

Tę nowoczesną rzeczywistość trudno odwrócić, gdyż jest zakorzeniona w personalnym hedonizmie, w suwerennym „ja” i jego materialnych pragnieniach. Niestety, również znaczny odsetek katolików stosuje świadome niszczenie płodności, podobnie jak niewierzący. Świadomie wybierają bezdzietność albo tylko jedno dziecko łamiąc przysięgę małżeńską. Często w ogóle nie rozumieją, co robią. A nie mówi się o tym, ponieważ mogliby poczuć się urażeni. ( W Polsce na szczęście funkcjonuje Poradnictwo Rodzinne w ramach Duszpasterstwa Rodzin. Niestety coraz mniej młodych z niego korzysta).

Tak było już za czasów o. Marksa. W wywiadzie w połowie lat 90-tych mówił: antykoncepcja to ogromne zło i droga do aborcji. Trzeba wrócić do encykliki Humanae vitae.

Niezdolność do obrony zdolności małżeństw do współpracy z Panem Bogiem w tworzeniu nowego życia podkopała szacunek dla poczętego życia oraz dla świętości małżeństwa.

Pojawia się twierdzenie, że antykoncepcja zapobiega aborcji. To nie jest prawda i łatwo można to udowodnić. Tam, gdzie jest więcej niszczenia płodności, tam też jest znacznie częstsza aborcja. Wszystkie te środki antykoncepcyjne bywają zawodne, a dziecko jest traktowane jak intruz, którego trzeba się pozbyć. Stosuje się więc

Czy jest jakaś nadzieja na poprawę? Obecnie obserwujemy kryzys nadziei. Remedium musi się koncentrować na małżeństwie i rodzinie. Jak powiedział papież Leon XIV podczas Jubileuszu Rodzin w czerwcu ubiegłego roku: - Dzisiejszy świat potrzebuje przymierza małżeńskiego, aby poznać i przyjąć miłość Boga oraz pokonać, dzięki jego jednoczącej i pojednawczej mocy, siły, które niszczą związki i społeczeństwa.

Podczas tej samej Mszy świętej Ojciec Święty nazwał rodziny kolebką przyszłości ludzkości.

Demografowie zaczynają teraz mówić to samo. Rodzina nie jest jedną z wielu opcji stylu życia. To miejsce, w którym rodzą się – lub się nie rodzą – cywilizacje.

Żadna ulga podatkowa nie zapewni tego, czego ostatecznie brakuje, ponieważ deficyt nie jest fiskalny, lecz duchowy. Ludzie, którzy wierzą w dobrą przyszłość, sprowadzają do niej dzieci. Ludzie, którzy czczą suwerenne „ja” – nie. Dzięki formacji opartej na nauczaniu Kościoła o otwartości na życie, można uzdrowi

swoje małżeństwo, zaprzesta

stosowania antykoncepcji i na nowo odkrywać nadzieję rodziny otwartej na dzieci.

Czytając wypowiedź dr. Stone'a, pomyślałem o pierwszym prawie ruchu Newtona: ciało znajdujące się w spoczynku pozostaje w bezruchu, a ciało w ruchu kontynuuje go, chyba że zadziała na nie jakaś siła zewnętrzna. Ucieczka naszej cywilizacji od małżeństwa, rodziny i płodności jest właśnie takim ciałem w ruchu. Ten proces nie zatrzyma się samo z siebie. Musi zadziałać jakaś siła. Jest nią Prawda, głoszona w porę i nie w porę: prawda o osobie ludzkiej, o świętości życia, o świętości małżeństwa. Oznacza również ciche, potężne świadectwo zwykłych katolickich małżeństw i rodzin, które hojnie przyjmują poczynające się dzieci i wyraźnie się cieszą z ich obecności.

Autorem artykułu jest ks. Shenan J. Boquet – prezesem Human Life International

 

Źródło: HLI, opracowanie własne – 20 lipca 2026 r.

 

Wspomóż obronę życia

BLIK_LOGO_RGB

We use cookies

Na naszej stronie internetowej używamy plików cookie. Niektóre z nich są niezbędne dla funkcjonowania strony, inne pomagają nam w ulepszaniu tej strony i doświadczeń użytkownika (Tracking Cookies). Możesz sam zdecydować, czy chcesz zezwolić na pliki cookie. Należy pamiętać, że w przypadku odrzucenia, nie wszystkie funkcje strony mogą być dostępne.