Friends HLILogoHLI Human Life International - Polska
Polski serwis pro-life

Ulotki do pobrania i rozpowszechniania TUTAJ

Od początku wybuchu afery w Szpitalu Południowym w Warszawie coraz silniej pojawia się myśl, że służby powinny uważnie prześwietlić Warszawskie Centrum Leczenia Niepłodności (WCLN).

To pierwszy w Polsce w pełni samorządowy ośrodek zapłodnienia in vitro. Powstało ono w 2024 roku, czyli natychmiast po uchwaleniu finansowania procedury z budżetu państwa. W ciągu 2 lat popłynęło tam 14 milionów złotych. Jakie są efekty? Czy był odpowiedni nadzór? Ujawniony skandaliczny przypadek transferu pacjentce zarodka innej pary budzi najbardziej koszmarne przypuszczenia. Technologia sztucznego zapłodnienia bywa na całym świecie ogromnym polem do nadużyć.

Nigdy wcześniej zapłodnieniem in vitro nie zajmowały się w Polsce publiczne placówki. Była to domena klinik prywatnych. Rafał Trzaskowski złamał tę zasadę i otworzył w Szpitalu Południowym pierwsze w Polsce publiczne centrum sztucznego zapłodnienia. Nie bez przypadku. Pod koniec 2023 roku przez Parlament przeszła ustawa o finansowaniu In vitro z budżetu państwa. W kolejnym weszła w życie i właśnie wtedy rozpoczęło działalność Warszawskie Centrum Leczenia Niepłodności, gorąco zapraszając pacjentki na BEZPŁATNY udział w programie.

Od momentu kwalifikacji do procedury in vitro lub procedury onkopłodności nie będziecie ponosić żadnych kosztów (jedynym wyłączeniem dopuszczonym przez Ministerstwo Zdrowia jest badanie genetyczne zarodków) – czytamy na stronach WCLN. Za pierwsze próby płaci państwo, niezależnie od ich powodzenia.

W ciągu zaledwie dwóch lat placówka otrzymała 14 mln zł dotacji. Praktyka pokazuje jednak, że na pierwszych próbach z reguły się nie kończy i kolejne pacjenci opłacają już sami. Często wymagane są dodatkowe, niezwykle kosztowne badania. Ludzie w desperacji gotowi są na wszystko. Nic dziwnego, że pod płaszczykiem niesienia pomocy i spełniania marzeń o dzieciach, realizowany jest niezwykle dochodowy biznes.

Warszawski ratusz był z przedsięwzięcia ogromnie dumny. Jeszcze miesiąc temu Rafał Trzaskowski i Renata Kaznowska uroczyście świętowali 2 lata działalności WCLN. - Zaczynaliśmy tutaj w Szpitalu Południowym od stu metrów, a w tej chwili mamy tysiąc metrów. Najnowocześniejszy sprzęt i, co potwierdzają wszystkie rodziny, takie kompleksowe podejście od poczęcia do narodzin — mówił Trzaskowski podczas rocznicowej wizyty w ośrodku.

Jakie są efekty tak hojnie dofinansowanej placówki? 860 zakwalifikowanych par, 214 ciąż i 80 urodzonych dzieci. W najprostszym przeliczniku wychodzi na to, że koszt uzyskania jednej ciąży wynosi ponad 65 tys. zł i nie uwzględnia on dodatkowych badań, które nie są refundowane. Gdyby restrykcyjnie policzyć tylko liczbę urodzonych dzieci, koszt ten wzrósłby do 175 tys. zł. Oczywiście część kobiet zapewne nadal jest w ciąży i liczba urodzonych dzieci wzrośnie. Nie zmienia to jednak faktu finansowej elitarności tej usługi. Póki co dzieci jest 80. Nie wiadomo czy wszystkie są zdrowe.

Czy wszystko działa zgodnie z procedurami? Niestety nie.

Media ujawniły przypadek poważnej pomyłki. Pacjentce przetransferowano zarodek innej pary. Jak podaje Rynek Zdrowia, pomyłka była skutkiem ludzkiego błędu, została wykryta, a osoba która go popełniła, została odsunięta od pracy.

Szpital Południowy uspokaja, że do ciąży nie doszło, z uwagi na zastosowanie procedur bezpieczeństwa. Co to jednak oznacza? Zarodek jakiejś pary został wszczepiony komuś innemu i usunięty (jak niepotrzebny, wadliwy przedmiot), a więc czyjeś poczęte dziecko straciło życie! Czy można ten fakt skwitować zwykłym stwierdzeniem o pomyłce i procedurach, które zadziałały? Z pewnością nie!

Procedura In vitro budzi potężne wątpliwości moralne z oczywistych względów bioetycznych. Tutaj życie idzie w parze ze śmiercią. Zapłodnienie na szkle zakłada, że część zarodków zginie albo zostanie uśmiercona w ramach selekcji. Wystarczy porównać oficjalne dane, aby przekonać się, jak niewielka jest ostateczna skuteczność. Resort zdrowia podaje, że w ciągu dwóch lat rządowego programu, na który budżet państwa przeznacza 500 mln zł rocznie, urodziło się 15 tys. dzieci. W ubiegłym roku środki te zwiększono o 100 mln, a na pięcioletni program przeznaczono łącznie 2,5 mld zł. I choć mainstream forsuje przekaz, że to sposób na uszczęśliwianie ludzi pragnących mieć dzieci, cała procedura często wiąże się z ogromnymi rozczarowaniami i dramatami. W tym samym czasie zamykane są kolejne porodówki.

In vitro to potężny biznes. Inkubatory, mikroskopy, narzędzia, płytki grzewcze - cała masa specjalistycznego sprzętu obsługuje koło zamachowe szklanego interesu. Przechowywanie zamrożonych zarodków czy gamet generuje dodatkowe zyski. Do tego dochodzi szara strefa i działalność niedozwolona prawem, która – miejmy nadzieję – w Polsce nie występuje. Nie można jej jednak wykluczać.

Handel zarodkami i szczątkami proaborcyjnymi jest na świecie dobrze znany i bardzo dochodowy. Jest wiele grup lobbingowych zainteresowanych utrzymaniem wysokiego zapotrzebowania na procedurę sztucznego zapłodnienia. Gdy jest finansowana przez państwo, biznes nakręca się samoistnie. Pary, które rozpoczęły pierwsze próby, nie są skłonne do łatwej rezygnacji i po wyczerpaniu darmowych limitów, kontynuują procedurę prywatnie. A to ogromny koszt. Właśnie dlatego biznes medyczny przy wsparciu polityków i mediów, próbuje za wszelką cenę wyprzeć realne programy leczenia niepłodności, które szukają prawdziwych przyczyn niezdolności do zajścia w ciążę.

Więcej informacji TUTAJ

 

Źródło: WPolityce, oprac. własne wg art. B. Nykiel – 4 lipca 2026 r.

We use cookies

Na naszej stronie internetowej używamy plików cookie. Niektóre z nich są niezbędne dla funkcjonowania strony, inne pomagają nam w ulepszaniu tej strony i doświadczeń użytkownika (Tracking Cookies). Możesz sam zdecydować, czy chcesz zezwolić na pliki cookie. Należy pamiętać, że w przypadku odrzucenia, nie wszystkie funkcje strony mogą być dostępne.