Friends HLILogoHLI Human Life International - Polska
Polski serwis pro-life
Aleksandra Konczal archiwum własne

          Kiedy stracili dziecko jeszcze przed narodzinami, Aleksandra modliła się prostymi, pełnymi bólu słowami: by już nigdy nie musiała przeżywać takiej straty. „Mogę mieć nawet dziesięcioro dzieci, tylko nie karz mi jeszcze raz przez to przechodzić” — prosiła. A Bóg wysłuchał prośby w sposób, który przekroczył jej oczekiwania.

Aleksandra Konczal przyszła na świat w Gdańsku jako najstarsza z czwórki rodzeństwa. Od dzieciństwa fascynował ją taniec i z pasją angażowała się w harcerstwo. Gdy nauczyła się czytać, odkryła zupełnie nowy świat i z zaciekawieniem „pochłaniała” kolejne książki. Ku zdziwieniu znajomych po liceum wybrała budownictwo lądowe na Politechnice Gdańskiej. Jackowi, jej przyszłemu mężowi, niemal od razu wpadła w oko. Parą stali się półtora roku później. Szybko odkryli, że łączą ich wspólne wartości: wiara, rodzina i miłość do tańca. Zaangażowali się w duszpasterstwo akademickie i byli pierwszą parą ze wspólnoty, która wzięła ślub.

Nie pozwól mi przez to przechodzić

Pobrali się w 1987 r.  i wkrótce z radością witali na świecie Kasię i Janusza. Aleksandra zajęła się wychowaniem dzieci, a Jacek założył firmę i poświęcił pracy, by utrzymać liczną rodzinę.

Niestety, kolejne dziecko stracili jeszcze przed urodzeniem. To wtedy Aleksandra wypowiedziała swoją modlitwę: „Mogę mieć nawet dziesięcioro dzieci, tylko nie karz mi jeszcze raz przez to przechodzić”. Od tamtej chwili ich życie zaczęło nabierać nowego sensu — dzieci stały się dla nich największym darem i radością. A Bóg odpowiedział obficie: nie było już kolejnych strat, a na świecie pojawili się: Łukasz, Marysia, Karol, Małgosia, Antek i Asia. Ostatnich troje, gdy małżonkowie byli już po czterdziestce…

- Bóg wysłuchał bardzo dosłownie moich próśb – śmieje się Lena. – Rzeczywiście mamy w sumie dziesięcioro dzieci — ośmioro na ziemi, jedno w niebie i dziewczynkę z Afryki, której pomagaliśmy jako rodzina.

Opatrzność działa!

Przy dzieciach pracy było wiele, ale jeszcze więcej wdzięczności. Z czasem nauczyli się cieszyć każdym dniem. Wspólna modlitwa, dialogi małżeńskie i sakramenty umacniały ich w codzienności. Gdy przyszło na świat siódme dziecko i w mieszkaniu zrobiło się bardzo ciasno, znów doświadczyli, że Bóg nie zostawia tych, którzy Mu ufają.

To był 2007 rok. Czuła, że dodatkowa przestrzeń jest im po prostu potrzebna do życia. To był impuls. Zaczęła szukać domu w momencie, gdy na rynku panowała szczególna sytuacja – ceny mieszkań gwałtownie rosły, a ceny domów stały w miejscu. Przez zaledwie dwa miesiące trwało to „okno możliwości”. Sprzedali mieszkanie i za uzyskaną kwotę kupili duży dom oraz starczyło na remont. Wkrótce potem ceny domów zaczęły rosnąć.

– To była ręka Boża. Pan Bóg wiedział, że potrzebujemy przestrzeni dla naszej rodziny – dodaje z przekonaniem.

Bóg daje na dzieci

- Zawsze powtarzam: jak Pan Bóg daje dzieci, to daje i na dzieci — a my jesteśmy tego żywym świadectwem. Nigdy nie głodowaliśmy, zawsze mieliśmy gdzie mieszkać. Pan Bóg troszczył się o nas przez ludzi i przez konkretne wydarzenia – mówi Aleksandra.

Gdy patrzyli na najmłodsze dzieci tańczące spontanicznie w kuchni, widzieli ich radość życia. – A przecież mogłoby ich nie być, bo i bez nich byliśmy już dużą rodziną – mówili. Jedna z córek wyznała kiedyś: „Cieszę się, że przyszłam na świat w takiej rodzinie. W innej mogłabym nie mieć szansy się urodzić”. To zdanie Aleksandra nosi głęboko w sercu.

Kilka lat później założyli w Gdańsku Stowarzyszenie Rodzin Wielodzietnych. „Panie Boże, czy to na pewno mam zrobić?” - pytała. W tym czasie szczególnie mocno poruszał ją fragment Ewangelii o rozmnożeniu chleba. „Wy dajcie im jeść” — usłyszała Jezusowe słowa skierowane do apostołów. „Jak mamy nakarmić tylu ludzi?” — pytają uczniowie. Aleksandra czytała dalej i zrozumiała, że te słowa są także do niej. Przecież to Bóg daje dobra — człowiek ma tylko zaufać.

Przez 15 lat była prezesem stowarzyszenia, gdzie trafiały rodziny, które brały kredyt, by kupić większe mieszkanie dla dzieci. Gdy raty wzrosły, pomoc żywnościowa pozwalała im przetrwać trudny czas i nie stracić domu. Aleksandra widzi w tym ciągłość Bożej troski — tak jak On zatroszczył się kiedyś o nich, tak później oni mogli troszczyć się o innych.

Dziś przekazała odpowiedzialność młodszym rodzinom.

Dzieci są bogactwem

Od 30 lat są także w Domowym Kościele. Gdy prowadzili rekolekcje, słyszeli od starszych małżonków, że czują się oszukani narracją świata, który przekonywał ich, że jedno dziecko wystarczy.

– Mówcie młodym, że dzieci są błogosławieństwem i że da się żyć, mając dużą rodzinę, i być szczęśliwym – prosili małżonkowie.

- Mostem do szczęścia są relacje. A największy lęk przed założeniem dużej rodziny wynika z tego, że wątpimy, czy sobie poradzimy – wyjaśnia Lena. – Warto pamiętać, że gdy zawierzy się życie Bogu, On naprawdę się troszczy.

Rodzinnym mottem stało się zdanie: „Wiele dzieci to wiele szczęścia”. Dziś, patrząc na wspólne spotkania przy stole i na 34 osoby podczas rodzinnych uroczystości, widzą, jak bardzo Bóg spełnił ich modlitwę. „Nie czekaj na lepsze jutro, tylko żyj dniem dzisiejszym” — powtarza Aleksandra, dziękując Bogu za zwyczajne życie pełne dzieci, wnuków i codziennej, konkretnej opieki Opatrzności.

[Za: Aleteaia.org.pl, zdj. Aleksandra Konczal archiwum własne]

We use cookies

Na naszej stronie internetowej używamy plików cookie. Niektóre z nich są niezbędne dla funkcjonowania strony, inne pomagają nam w ulepszaniu tej strony i doświadczeń użytkownika (Tracking Cookies). Możesz sam zdecydować, czy chcesz zezwolić na pliki cookie. Należy pamiętać, że w przypadku odrzucenia, nie wszystkie funkcje strony mogą być dostępne.