Resort chce stworzyć nową sieć oddziałów położniczych. Nie oznacza to jednak, że powstaną nowe porodówki. Przeciwnie, realizacja ministerialnych planów oznaczałaby przyspieszenie likwidacji takich oddziałów.
- Chcemy, aby na oddziałach położniczych przyjmowano minimum dwa porody dziennie, czyli ponad siedemset rocznie. Wtedy personel nie traci swoich umiejętności zawodowych – mówił wiceminister zdrowia Tomasz Maciejewski w wywiadzie dla Rzeczpospolitej.
Gdzie tyle jest?
- Żaden szpital powiatowy poza dużymi miastami nie ma takiej liczby porodów. Oznaczałoby to masowe likwidowanie porodówek poza dużymi miastami – komentuje to na łamach Gazety Polskiej Codziennie Krzysztof Żochowski, dyrektor szpitala powiatowego w Garwolinie oraz członek zarządu Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych.
Według obliczeń byłego wiceministra zdrowia Janusza Cieszyńskiego, zniknąć musiałoby 199 z 306 działających dziś porodówek, bo tyle nie przekracza poziomu wyznaczonego przez wiceministra. Nawet jeśli w praktyce likwidacji byłoby mniej, to rządowe plany wskazują, że zamknięcia oddziałów raczej przyspieszą, a nie zwolnią.
Wielka kosa
Plan ma zostać zaprezentowany w połowie roku. Wprowadzone już w życie rozwiązania zakładają tworzenie tzw. pokojów narodzin przy szpitalnych SOR-ach. Jak dotąd nie powstał ani jeden taki punkt. Jak mówi Waldemar Malinowski, prezes Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych, utrzymanie jednego pokoju to koszt ok. 3,5 mln zł rocznie, z czego blisko 3 mln pochłonie funkcjonowanie karetki. Tymczasem według wiceministra Maciejewskiego, pomysł sieci porodówek zakłada, że kobiety będą w razie konieczności przewożone do szpitali położonych do 40 min drogi od placówki z pokojem narodzin.
W latach 2024-2025 zamknięto w Polsce 31 oddziałów położniczych, a 62 zawieszały działalność. W styczniu 2026 r. zniknęło kolejnych 18 porodówek.
Komentarz Human Life International: Czy w tej sytuacji kobiety będą chciały narażać się na poważne niebezpieczeństwo, rodzić w karetce lub na izbie przyjąć oraz nie będą unikać zajścia w ciążę? Feministki twierdza, że brak aborcji powoduje lęk u kobiet, więc nie chcą rodzić dzieci – co jest oczywistym absurdem. Natomiast w obecnej sytuacji panuje znamienna cisza. A dzieci rodzi się Polsce coraz mniej – wymieramy. Likwidowanie porodówek to znamienny obraz, w jaki sposób rząd zachęca kobiety do rodzenia dzieci w sytuacji dramatycznego kryzysu demograficznego.
Źródło: termedia.pl/ niezalezna.pl/Opoka – 19 lutego 2026 r.















Deutsch (Deutschland)
Українська (Україна)
Русский (Россия)
Polski (PL)
English (United Kingdom)
