Friends HLILogoHLI Human Life International - Polska
Polski serwis pro-life

Louise Perry, dziennikarka The Wall Street Journal zauważa, że jest znacząca różnica w liczbie posiadanych dzieci w zależności od poglądów i popieranych partii politycznych – Konserwatyści mają więcej dzieci niż liberałowie.

Częściej też zawierają małżeństwa i to w młodszym wieku. Podczas gdy Demokraci są coraz częściej partią bezdzietnych, Republikanie coraz częściej są partią rodziców. (...) Niedawna analiza Financial Times wskazuje, że w krajach rozwiniętych konserwatyści mają prawie tyle samo dzieci, co kilka dekad temu. To na progresywnej lewicy spadają wskaźniki urodzeń. Co sprawia, że konserwatyści ​​są odporni na depopulację, przynajmniej na razie – kontynuuje Perry.

Druga dama USA, zona wiceprezydenta J.C. Vance’a, Usha, spodziewa się czwartego dziecka. Rzeczniczka prasowa Białego Domu, Karoline Leavitt oraz żona zastępcy szefa personelu Białego Domu, Stephena Millera, Katie Miller, także są w ciąży. Leavitt urodzi drugie dziecko, a Miller czwarte. Pojawiły się również informacje, że Sam, żona wiceszefa personelu Białego Domu, Jamesa Blaira, także urodzi w marcu.

W Stanach Zjednoczonych, według Johna Burn-Murdocha, felietonisty i głównego reportera ds. danych w Financial Times, różnica we wskaźniku urodzeń pomiędzy partiami pojawiła się tuż przed 1980 rokiem. Trendy spadkowe dotyczą zarówno konserwatystów, jak i progresistów, ale wskaźnik urodzeń wśród liberałów spadł poniżej poziomu zastępowalności pokoleń.

W USA wskaźniki dotyczące liczby zawieranych małżeństw spadają od lat 80. XX wieku wśród obu płci i obu partii. Jednak małżeństwa Republikanów są bardziej odporne w porównaniu z Demokratami. Instytut Studiów nad Rodziną, opierając się na danych z badania General Social Survey za lata 1980–2024, twierdzi, że ok. 60% konserwatywnych kobiet w wieku 25–35 lat wychodzi za mąż. Natomiast tylko ok. 44% liberalnych kobiet w wieku 25–35 lat zawiera związek małżeński.

Wśród konserwatywnych mężczyzn w wieku 25–35 lat ok. 57% zawarło związek małżeński, a wśród liberalnych mężczyzn w tym samym wieku tylko ok. 35%.

Małżeństwo między mężczyzną a kobietą, pomimo wszelkich akcji liberalnych inżynierów społecznych, pozostaje najlepszym środowiskiem do wychowywania dzieci.

Antynatalistyczne i antyrodzinne przesłanie lewicy prawdopodobnie odstrasza od macierzyństwa te kobiety, które w innych okolicznościach byłyby chętne do małżeństwa i macierzyństwa. Inne mogą wykorzystywać te ideologiczne preteksty, aby uniknąć tego, co postrzegają jako przerażające i uciążliwe.

W kręgach lewicowych występuje także pewne sprzężenie zwrotne – skoro jest mniej małżeństw i dzieci, wobec tego dla młodych zawarcie związku małżeńskiego i posiadanie dziecka wydaje się bardziej odległą możliwością.

Lewica otwarcie gardzi rodziną. Robi to od dawna. Karol Marks i Fryderyk Engels wzywali do likwidacji burżuazyjnej rodziny, szykanując lub wręcz prześladując tych, którzy nie chcieli przyznać im racji. Oskarżali także burżuazyjnych rodziców o wyzyskiwanie swoich dzieci oraz burżuazyjnych mężów o wyzyskiwanie swoich żon.

Skąd bierze się tak ogromna przewaga Republikanów w aspekcie płodności? Tradycjonaliści bez zahamowań otwarcie mówią, jak wielką wartością są ich dzieci. Także ci na samych szczytach władzy. Dobry przykład ich świadectw najprawdopodobniej bardziej przyczynia się do wzrostu dzietności niż jakakolwiek polityka prorodzinna. Jednak większość liberalnych Demokratów w ogóle nie chce rozmawiać o posiadaniu dzieci.

Dla Marksa, Engelsa i niemieckiego homoseksualnego seksuologa i pedofila, Kentlera, rodzina stanowiła przeszkodę w upowszechnianiu lewicowego światopoglądu. Jednak obecnie wyraźnie widać, że tylko te społeczności, które mają dzieci, mają szanse na rozwój w przyszłości. Współcześni lewacy starają się więc rozszerzać swoje szeregi poprzez pełną indoktrynacji edukację i oddziaływanie społeczne, co według nich powinno rozpoczynać się już od przedszkola, jednoczęśnie podważając autortet i prawa rodziców.

Komentarz Human Life International Polska: Poważnym problemem w Polsce jest obecnie prowadzona na wielu płaszczyznach.antypopulacyjna polityka obecnego, lewicowego rządu.

Pomimo dramatycznego spadku liczby rodzących się dzieci w mediach liberalnych utrzymuje się silna, hedonistyczna propaganda antynatalistyczna oraz traktowanie licznych rodzin jak patologię społeczną. Znane celebrytki lansują psiństwo zamiast macierzyństwa, a dziecko ukazują jako wielki problem uniemożliwiający samorealizację i dalszą karierę. W ramach oficjalnych programów rządowych, pod pretekstem, że nie ma dzieci, proponuje się zamykanie porodówek i przedszkoli. Wprowadzono szeroki dostęp (również dla dziewcząt od 15 roku życia) do tzw. pigułki dzień po, która jest środkiem wczesnoporonnym, a można ją kupić także na receptę wystawianą przez farmaceutę w aptece bez konsultacji z lekarzem. Proponuje się dofinasowanie do środków antykoncepcyjnych dla kobiet w najbardziej prokreacyjnym wieku – co na razie nie przeszło tylko z powodu braku funduszy. Celowe niszczenie płodności jest reklamowane jako oczywisty i powszechny styl życia. Promowane są feministyczne ruchy aborcyjne. Pozwala się im na pełne agresji wystąpienia publiczne.

Pomimo niemożności zmiany ustawy o planowaniu rodziny, która zakazuje przerywania ciąży, zgodnie z zaleceniem ministra sprawiedliwości prokuratorzy ignorują przypadki nielegalnego upowszechniania bardzo niebezpiecznej dla kobiet pigułki aborcyjnej. Tolerowane jest nawet działanie tzw. poradni aborcyjnej AboTak, w bezpośredniej bliskości Parlamentu.

Na polecenie ministra zdrowia naciąga się przepisy ustawy w celu możliwie szerokiego rozszerzenia liczby przypadków legalnej aborcji, np. skierowanie od jednego, przypadkowego lekarza psychiatry bez możliwości konsylium lekarskiego. Pomijane jest orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego zakazującego abortowanie dzieci prenatalnie chorych. Lekarze są poddawani presji, aby wykonywali aborcje, a szpitale za odmowę jej wykonania są karane wysokimi grzywnami.

Dofinansowaną procedurę in vitro propaguje się jako leczenie niepłodności (którym nie jest) oraz lansuje się fałszywy pogląd, że dzięki tej metodzie można przezwyciężyć kryzys demograficzny.

Rząd proponuje także nową procedurę przyspieszonych rozwodów administracyjnych, bez orzeczenia sądu i prób pojednania małżonków, którzy są bezdzietni lub ich dzieci są już dorosłe, co także promuje liberalny styl życia odrzucający dzietność jako zbędne obciążenie i utrudnienie.

Łamane są podstawowe zasady zawarte w Konstytucji RP dotyczące ochrony życia, małżeństwa kobiety i mężczyzny, rodziny i praw rodziców do wychowywania swoich dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami. Trwa forsowanie ustawy o osobie bliskiej w miejsce legalizacji związków partnerskich (również jednopłciowych.

Jeszcze jedna uwaga: jeżeli tradycjonaliści mają więcej dzieci, to za parę lat będzie ich znacznie więcej, natomiast społeczeństwa liberalne będą wymierać. To tłumaczy potężny obecnie atak na dzieci w celu zmiany poglądów, które wynoszą z rodziny. Przykładem jest wprowadzenie przedmiotu Edukacja zdrowotna, który pomimo bojkotu ze strony rodziców w przyszłym roku ma być obowiązkowy.

To wszystko dzieje sie w szkole, w kulturze i w Internecie. Walka o dzieci trwa! Pozostaje pytanie czy rodzice o tradycyjnych poglądach ochronią swoje dzieci przed tą indoktrynacją, a od tego zależy przyszłość. To dzieje się na naszych oczach w wymiarze nie tylko krajowym, ale także globalnym.

Źródło: Life News, wg art. Natalie Sandoval, opracowanie własne - 5 lutego 2026 r.

Wspomóż obronę życia

BLIK_LOGO_RGB

 

We use cookies

Na naszej stronie internetowej używamy plików cookie. Niektóre z nich są niezbędne dla funkcjonowania strony, inne pomagają nam w ulepszaniu tej strony i doświadczeń użytkownika (Tracking Cookies). Możesz sam zdecydować, czy chcesz zezwolić na pliki cookie. Należy pamiętać, że w przypadku odrzucenia, nie wszystkie funkcje strony mogą być dostępne.