Friends HLILogoHLI Human Life International - Polska
Polski serwis pro-life

     Carolyn, idąc za radą przyjaciół, zabiła swoje nienarodzone dziecko. Młoda kobieta długo odczuwała fizyczne skutki tzw. aborcji, niekończące się infekcje dróg rodnych oraz ostatecznie usunięcie macicy. Pojawił się również syndrom poaborcyjny, który związany był z uśmierceniem własnego dziecka. Moje serce mówiło mi wtedy, że robię źle, jednak rozsądek tłumaczył to, do czego namawiali inni – wspominała decyzję o zabiciu swojego dziecka Carolyn.

Doświadczenie pozbawienia życia własnego dziecka odcisnęło piętno zarowno na psychice jak  i zdrowiu młodej kobiety. Choć po pewnym czasie Carolyn założyła rodzinę, skutki tzw. aborcji odczuwa cały czas. Prawdopodobnie uczucie straty pozostanie już z nią na zawsze. 

Tzw. aborcja boli, boli już na zawsze. Sądzę, że stowarzyszenia kobiet, które poddały się tzw. aborcji, powinny być dużo głośniejsze. Mamy prawo ostrzegać przed tym bólem. Świadomość, że miliony kobiet przeżywają ten sam koszmar, który przeszłam, rozdziera mi serce” – wyznała. Młoda kobieta miała już czteroletnią córkę, kiedy dowiedziała się o kolejnym dziecku. Ojciec dziewczynki odszedł na wiadomość o ciąży.

Brak stabilnej pracy sprawił, że Carolyn bała się o swoją przyszłość, a znajomi i przyjaciele doradzali jej jedynie zabicie nienarodzonego dziecka.  Jest bezpieczna, legalna i szybka – słyszała młoda kobieta. Nie oskarżam teraz nikogo. Oni po prostu robili to, co uważali za najlepsze. Teraz wiem, że tak ważne jest, by ludzi uczyć i uświadamiać w tym, co naprawdę jest dobre! – napisała. Samą tzw. aborcję, jej przebieg, okoliczności oraz personel ośrodka, kobieta wspomina jako traumatyczne przeżycie w swoim życiu. W tym doświadczeniu opuścili ją również wszyscy przyjaciele i znajomi, którzy wcześniej tak chętnie doradzali zabicie dziecka.

Dostałam papierową jednoczęściową piżamę. Wszystko wokół było zimne, personel zachowywał się w sposób mechaniczny i formalny. Żadnego współczucia, żadnego wsparcia… Jak w jakiejś fabryce. (…) Okazało się, że zabieg, który miał być bezbolesny, wcale taki nie był. Kiedy wyrywano ze mnie dziecko, ból stał się tak nieznośny, że z oczu popłynęły mi łzy. Kazano mi leżeć spokojnie i obiecywano, że <<to zaraz="" si="" sko="" czy=""></to>> – wspominała.

Później rozpoczęły się problemy zdrowotne. Fizyczne skutki tzw. aborcji dały znać o sobie. Pojawił się spadek odporności, ciągłe nowe infekcje, guzki czy endometrioza. Wszystko, co nastąpiło później, przypominało bardziej koszmar niż rzeczywistość. W nocy śniło mi się moje własne zabite dziecko… Zaczęłam pić, doszłam do pięciu butelek alkoholu tygodniowo. Czasem nie jadłam przez kilka dni, a potem, zmusiwszy się do jedzenia, wymiotowałam wszystko, co wcześniej zjadłam. Brałam tabletki uspokajające na noc, żeby móc spać oraz tabletki pobudzające na dzień, żeby się jakoś trzymać. Cztery razy świadomie przedawkowałam, próbując się zabić. Nie sądzę, żebym naprawdę chciała wtedy umrzeć, po prostu chodziło o to, żeby mną się ktoś zajął, wysłuchał, wsparł. Chciałam, żeby to cierpienie się wreszcie skończyło – opowiadała Carolyn, która zabiła swoje nienarodzone dziecko. Leczenie po dokonaniu tzw. aborcji nie przyniosło oczekiwanych efektów.

Pojawiły się komplikacje i kolejne interwencje chirurgiczne zakończyły się usunięciem macicy. Choć kobieta założyła rodzinę i wychowywała córkę, to trauma, jakiej doświadczyła, decydując się na zabicie swojego nienarodzonego dziecka, jest cały czas obecna w jej życiu.

 

[Za: miłujciesie.pl, zdj. Unsplash]