Friends HLILogoHLI Human Life International - Polska
Polski serwis pro-life

     Postrzegamy zjawisko porzucania seniorów w szpitalu podczas świąt i nie tylko, jako objaw pewnej choroby. A w przypadku każdej choroby można zidentyfikować przyczynę – tą metaforą rozpoczął briefing prasowy prezes Okręgowej Rady Lekarskiej Piotr Pawliszak. Spotkanie lekarzy z mediami miało miejsce w Klinice Transplantologii, Immunologii i Nefrologii Szpitala UCK WUM im. Dzieciątka Jezus 

Briefing w szpitalu był kolejnym punktem kampanii społecznej #WspólneŚwieta, której celem jest uwrażliwienie na samotność osób starszych, „przeczekujących” święta na szpitalnych oddziałach. Seniorzy bywają ,,podrzucani” do szpitali, gdy stają się obciążeniem dla swoich rodzin.

Piotr Pawliszak, prezes ORL, wprowadził uczestników w problematykę kampanii, odnosząc się do debaty eksperckiej z 7 grudnia:

Znaleźliśmy 3 kluczowe grupy przyczyn tego zjawiska: jest to niewystarczająca wrażliwość społeczna, brak edukacji społecznej – co do zagrożeń wynikających z hospitalizacji osób starszych – a także brak wiedzy, jak poruszać się po systemie opieki długoterminowej.

W swojej wypowiedzi prof. dr hab. n. med. Magdalena Durlik – ordynator i p.o. kierownik Kliniki Transplantologii, Immunologii i Nefrologii podkreśliła, że problem nie dotyczy tylko świąt:

Odkąd skończyła się pandemia COVID-19  i są normalne przyjęcia do szpitala, obserwujemy szalony wzrost chorych 90+ przywożonych do naszego szpitalnego oddziału ratunkowego. Są to osoby, które mają rodzinę, ale otoczenie tych osób nie jest w stanie zapewnić im opieki długoterminowej. Trudno powiedzieć czy to jest kwestia finansów, czy braku przewidywania takich sytuacji. Dopóki taka osoba funkcjonuje jest dobrze, ale potem jest znajdowana na podłodze i odwożona na oddział ratunkowy. Wtedy okazuje się, że nie nadaje się już do samodzielnego mieszkania. Mamy bardzo długie procedury załatwiania domów opieki, załatwiania ZOL, dlatego że rodzina oczekuje od nas, że to my wypełnimy te dokumenty. Ci hospitalizowani pacjenci przebywają bardzo długo w specjalistycznych klinikach uniwersyteckich, gdzie powinni być zupełnie inni pacjenci.

Jako kolejną przyczynę takiego stanu rzeczy profesor Durlik wskazała zmiany demograficzne – starzejące się społeczeństwo:

Jeżeli jest osoba dziewięćdziesięcioparoletnia, jej dziecko siedemdziesięcioletnie jest już chore, podobnie jak współmałżonek tej osoby chorej, to nie są oni w stanie zapewnić opieki. Jest więc tu szalona potrzeba zapewnienia długoterminowej opieki czy to w domach opieki, czy w zakładach opiekuńczo-leczniczych. Problem narasta i nie dotyczy tylko świąt. Dotyczy przyjeżdżania do szpitala starszych osób, które nie powinny się w nim znaleźć. Przeczytam zapis dzisiejszego przyjęcia do mojej kliniki: pani ma 90 lat, otępienie, odwodnienie, wyniszczenie. Następny przypadek – upadek, a kolejny to wskazanie społeczne. To nie są przypadki do leczenia w wysokospecjalistycznym szpitalu.

 

Podczas świąt personel szpitala jest zredukowany. Pełnione są pojedyncze dyżury.

Święta w szpitalu są smutne, bo co możemy zapewnić pacjentom na święta? Choinka stoi na korytarzu, jest catering, czasami ktoś coś przyniesie, trochę jest inaczej. Przed kilkunastu laty mieliśmy kilku chorych na oddziale, teraz w zasadzie mamy pełen oddział – podsumowuje profesor.

Dr hab.n.med. Paweł Łęgosz – zastępca dyrektora ds. lecznictwa Szpitala Klinicznego Dzieciątka Jezus UCK WUM – przedstawił problem z perspektywy zarządzającego szpitalem.

Pacjenci przyjeżdżają do nas bezpośrednio, nie wzywają karetki pogotowia, są przywożeni na SOR, gdzie jest tłum pacjentów. Są to osoby z wielochorobowością. Taki pacjent trafia do kliniki specjalistycznej – trudno jest takiego pacjenta odrzucić i nie przyjąć go na oddział. My jako lekarze tych pacjentów przyjmujemy. Jak wygląda schemat takiego pacjenta po przyjęciu? Pacjent oczekuje na SOR dwa, trzy czasami pięć dni zanim zostanie przyjęty do odpowiedniej kliniki, ponieważ jest taki natłok pacjentów. Rozpoczynamy w tym czasie dość kosztowny proces diagnostyczny, by udowodnić wielochorobowość i potwierdzić rozpoznanie, które ci pacjenci już kiedyś mieli. Czasami przebywa w klinice dwa lub trzy tygodnie, ale nie jest tak, że rodzina czeka z otwartymi ramionami, żeby wrócił do domu. Rodziny nie przyjmują tych pacjentów. Oczywiście, gdybym wykorzystywał możliwości prawne, po wyczerpaniu możliwości terapeutycznych, mógłbym się pokusić o takie rozwiązanie jak wezwanie policji, by pacjenta odwiozła do domu. Nigdy tego nie zrobię, nie robię, nie zrobiłem. A skoro tak, to pacjent jest już “nasz”. Pani profesor przyjmuje świeże przeszczepy, ma pod opieką 6 tys. pacjentów, którzy mieli przeszczepienia wiele lat temu i którzy wymagają stałej kontroli. Niekiedy są to pacjenci, u których jest podejrzenie odrzucenia przeszczepu i wymagają natychmiastowej diagnostyki. Ale brakuje dla nich miejsca. Nikt nie bierze pod uwagę, że społeczeństwo się starzeje i nikt nie ujął w swoich działaniach zapewnienia seniorom godziwych dni reszty życia.

Lekarz i członek zespołu kliniki Łukasz Jankowski – prezes Naczelnej Rady Lekarskiej – zwraca uwagę na problem zmniejszonej dostępności szpitali wysokoreferencyjnych dla chorych oraz na brak asystentów zdrowienia.

Pacjenci chcą mieć dostępność do świadczeń w klinice transplantologii i nefrologii, tymczasem przez to, że nie ma opieki długoterminowej, nie ma opieki wytchnieniowej, ta dostępność jest w zasadzie ograniczona. Inną sprawą jest również asystent zdrowienia pacjenta. Rodziny mówią: nie odbiorę jeszcze seniora, doktorze, może jeszcze dzień, może jeszcze dwa. Ja nie mam łóżka, nie mam leków, jak ja się zorganizuję w domu? Dlatego apelujemy o asystentów zdrowienia, o to, żeby na przykład absolwenci zdrowia publicznego przejmowali opiekę nad taką rodziną, nad takim pacjentem – to oni mają dopilnować rozpisania rehabilitacji, to oni mają zapewnić łóżko, to oni mają wtedy tego seniora poprowadzić przez system ochrony zdrowia, a nawet umówić mu wizytę kontrolną.

Całą konferencję podsumowała dr n. med. Olga Rostkowska – wiceprezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Warszawie, poruszając tę najczulszą, bo emocjonalną stronę problemu porzucania seniorów w szpitalach:

Serce się kraje na myśl, że kogoś, kto spędził z nami wiele dekad życia, można “podrzucić” do szpitala. Wiele padło już liczb i sugestii rozwiązań systemowych, dlatego pomyślałam, że powiem Państwu coś od strony emocjonalnej, z misją, przekazem do rodzin, do osób, które będą nas oglądać, do serc naszego społeczeństwa. Niech każdy z nas zastanowi się, jakby to było, gdyby bliska nam osoba, która towarzyszyła nam przez całe nasze życie, od dzieciństwa, przez dorosłość, nagle został porzucona w szpitalu. Proszę pomyśleć, że osobie stosunkowo młodej ciężko jest być w szpitalu, a tym bardziej starszej, często zniedołężniałej, osłabionej, takiej, która jest w trudnym miejscu, jeśli chodzi o psychikę. W szpitalu – miejscu obcym, chłodnym, pozbawionym rzeczy i osób, które ona zna. Pomyślmy o tym, że nasi rodzice, dziadkowie, którzy dotychczas spędzali z nami święta – czas, który się spędza razem – są wyrwani ze swojego otoczenia i ciepła rodzinnego. Wiem, że opieka wytchnieniowa i intencje opiekunów są niezwykle ważne, ale myślę, że ważna jest ta iskierka miłości, która w każdym z nas jest, i która wzbudza się szczególnie w okresie Świąt Bożego Narodzenia. Niech ona nie dopuści, aby nasze najbliższe osoby, które oddały nam nasze serce i ogromną część swojego życia, były od nas oddzielone. Nie oddawajmy ich na czas świąt Bożego Narodzenia do szpitala. Ponieważ nigdy nie wiemy, które święta będą tymi ostatnimi.

Projekt bez nazwy 5 1

 

 

 

 

Pamiętajmy: dobra doczesne  to nie wszystko - jest jeszcze ta prosta radość, wynikająca z tego, że się kimś opiekujemy a ktoś opiekuje się nami. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 [Za: Okręgowa Izba Lekarska w Warszawie]