Kilka dni temu Rada Europy przyznała prestiżową Nagrodę Vigdís organizacji My Voice, My Choice, nagradzając ją za działania na rzecz ułatwienia dostępu do aborcji w całej Europie.
To niezwykle symboliczna decyzja
Europa przeżywa największy od dziesięcioleci kryzys demograficzny. Coraz mniej dzieci przychodzi na świat. Coraz więcej państw zastanawia się, jak poradzić sobie ze starzeniem się społeczeństw. A jednocześnie najwyższe europejskie instytucje nagradzają inicjatywy, których celem jest rozszerzanie dostępu do aborcji.
Nie jest to margines debaty publicznej. To kierunek, który otrzymuje polityczne, najwyższe uznanie.
Jeszcze bardziej niepokoją statystyki. Brytyjskie dane pokazują, że już około jedna trzecia ciąż kończy się aborcją. W wielu krajach Europy odsetek ten przekracza jedną czwartą wszystkich poczętych dzieci. Za każdą z tych liczb stoi jedno ludzkie życie, które się nie doczekało narodzin. Właśnie dlatego nie możemy przyzwyczajać się ani do tych liczb, ani do języka, którym coraz częściej się o nich mówi.
Podczas niedawno emitowanej debaty telewizyjnej w TVP, podczas dyskusji pos. Dobromierem Sośnierzem lekarka przedstawiająca się jako ekspert przekonuje, że aborcja nie jest zabijaniem dziecka, ponieważ chodzi tylko o ciążę (czyli stan matki), a z punktu widzenia rawa zabójstwo dziecka może być uznawane dopiero po porodzie, gdyż wcześniej należy ono całkowicie do ciała matki. To już nie jest dyskusja wyłącznie nt. prawa. To dyskusja o tym, czy wolno zmieniać znaczenie podstawowych słów.
Historia pokazuje, że od zmiany języka często zaczynały się najgroźniejsze zmiany cywilizacyjne.
Podczas procesu Adolfa Eichmanna jego obrońca, Robert Servatius, próbując opisać zarzuty wobec oskarżonego, mówił o „zabijaniu gazem i podobnych kwestiach medycznych”. Sędzia natychmiast przerwał, zwracając uwagę, że zabijanie gazem trudno nazwać kwestią medyczną. Servatius odpowiedział spokojnie: Było kwestią medyczną, ponieważ przygotowali je lekarze. Chodziło o zabijanie, a zabijanie to też kwestia medyczna. (Hannach Arendt, Eichmann w Jerozolimie, wyd Znak, Kraków 1987, s 89-90).
To jedno zdanie pokazuje, jak daleko może zaprowadzić człowieka próba ukrycia moralnej prawdy za językiem procedur, ekspertów i medycyny.
Kiedy zabicie człowieka przestaje być nazywane zabiciem człowieka, sumienie stopniowo przestaje reagować. Dlatego nie możemy zgodzić się na świat, w którym śmierć nienarodzonych dzieci staje się zwykłą procedurą medyczną, prawem reprodukcyjnym czy elementem polityki zdrowotnej. Dziecko przed narodzeniem nie przestaje być człowiekiem tylko dlatego, że zmienia się język używany do jego opisania.
To także prosta droga do praktykowania eutanazji czy samobójstwa wspomaganego, które zaczęto nazywać amedyczna pomocą w umieraniu MAiD.
Źródło: Fundacja Jeden z Nas – Jakub Bałtroszewicz prezes, opracowanie własne – 29 czerwca 2026 r.














Deutsch (Deutschland)
Українська (Україна)
Русский (Россия)
Polski (PL)
English (United Kingdom)
