Promocja eutanazji w Europie a bulwersujące fakty skazywania chorych na śmierć

W kolejnych europejskich krajach propaganda pro-eutanazyjna odnosi sukcesy. Krok po kroku wprowadzane są prawa legalizujące tzw. dobrą śmierć lub krok po kroku praktyki eutanazji biernej wobec ciężko chorych, także bez ich zgody.

Eutanazja ani nie jest śmiercią na życzenie, ani nie „zapobiega cierpieniu”. Jest to procedura, która zgodnie z prawem pozwala lekarzowi uśmiercić pacjenta, za jego zgodą lub bez (tzw. czynna lub bierna). Stosowane tą różne propagandowe wybiegi językowe, aby przekonać ludzi, że jest to stosowane w ich najlepszym interesie

Obecnie w Portugalii lewica, która ma przewagę w Parlamencie od roku podejmuje usilne starania, aby wbrew przekonaniom większości społeczeństwa zalegalizować eutanazję. W piątek 29 stycznia 2021 roku Zgromadzenie Republiki przegłosowało ustawę legalizującą eutanazję. Poparli ją głownie posłowie centrolewicy i partii skrajnie lewicowych, z wyjątkiem komunistów – 136 posłów głosowało „za” w 230 osobowym parlamencie. Pomimo protestów i próśb rząd zdecydowanie odmawia zorganizowania referendum w tej sprawie. Obecnie potrzebny jest tylko podpis prezydenta Rebelo de Sousa, ale nie wiadomo czy podpisze tę ustawę, gdyż nie popierał tego projektu.

Więcej informacji TUTAJ

Podobna sytuacja jest w Hiszpanii, gdzie Zgromadzenie Narodowe w grudniu ubr. przyjęło ustawę legalizująca eutanazję i obecnie oczekiwana jest decyzja Senatu. Podobnie krok po kroku legalizuje się rożne formy eutanazji w Austrii czy we Włoszech.

Holandia i Belgia, gdzie eutanazja od dawna jest legalna, kolejno rozszerzają jej dostępność. W ubiegłym roku zezwolono uśmiercać ludzi z demencją i małe dzieci. W Niemczech zezwolono na medyczne wspomaganie umierania, gdyż słowo eutanazja zbyt mocno kojarzy się z nazistowskim programem T4 – eliminacji niepełnosprawnych.

W Polsce, w kontekście protestów ws. zakazu aborcji eugenicznej, pojawiły się głosy skrajnej lewicy, że cywilizowany kraj powinien wprowadzić prawo do wyboru śmierci. Argumentacja w obu przypadkach jest bardzo podobna, więc nic dziwnego, że pojawiły się takie postulaty. Są one jednak typową prowokacją wobec Polaków i bazują na niewiedzy wielu ludzi.

Jeżeli ktoś nie zdawał sobie sprawy, jakie jest prawdziwe oblicze eutanazji, miał okazję zobaczyć ten problem w pełnym wymiarze cierpienia i skazania pacjenta na śmierć z głodu i pragnienia z uzasadnieniem, że jest to w jego najlepszym interesie. Sprawa pacjenta R.S., którzy został skazany przez brytyjski sąd na powolne umieranie z głosu i pragnienia, poruszyła serca wielu Polaków. Polski rząd zrobił wszystko, co tylko było możliwe, aby przywieźć chorego do Polski, ale odmówiono, a nawet nie wpuszczono naszego konsula do chorego obywatela Polski.

Elżbieta Sobolewska-Farbotko – korespondent Wiadomości Watykańskich z Wielkiej Brytanii zwraca uwagę, że podobne praktyki w angielskich szpitalach zdarzają się coraz częściej. Co najmniej od 2018 roku eutanazja przez zaniechanie jest praktykowana bez konieczności wyroku sądowego, o ile nie istnieje zdecydowany sprzeciw rodziny.

Za leczenie uznano podstawową opiekę nad pacjentem, czyli podawanie pożywienia i wody. W 2018 roku Sąd Najwyższy Wielkiej Brytanii orzekł, że ingerencja prawna nie będzie wymagana, aby to tzw. leczenie wycofać wobec pacjentów w stanie wegetatywnym, o ile jest zgoda lekarzy i rodziny.

W tej sytuacji sprawa R.S. była dla Anglików rutynowa, a jedynym kłopotem był konflikt w najbliższej rodzinie i interwencja polskiego rządu. Polski wiceminister sprawiedliwości powiedział: - było to starcie cywilizacji życia z cywilizacją śmierci.

Podobnych przypadków było już wiele, niektóre z nich bardzo głośne. Społeczność międzynarodowa była mocno zbulwersowana sprawą Alfiego Evansa, którego nie pozwolono wywieźć na leczenie do Włoch, ale zrobiono wszystko, co możliwe, aby jak najszybciej umarł. W sytuacji tzw. stanu nierokującego nadziei podstawowymi wartościami stosowanymi w Wielkiej Brytanii są zarówno wykluczenie cierpienia, jak i oczyszczanie społeczeństwa z ludzi, których istnienie prowokuje do refleksji na temat sensu i celowości życia – zaznacza Sobolewska-Farbotko.

Od lat 90. w brytyjskich sądach przybywało spraw związanych z sytuacją ciężkiego uszkodzenia ciała i kilkuletnim brakiem jednoznacznej poprawy zdrowia, pomimo podtrzymywania życia za pomocą specjalistycznej aparatury. Przełomową była sprawa Anthony’ego Blanda z 1993 roku, w której sąd zdecydował o humanitarnym zakończeniu życia poprzez odebranie podstawowych środków do życia.

Obecnie matka toczy wielki bój o życie pięcioletniej Pippy Knight. Jak zawsze w takich sytuacjach pojawia się argument, że konieczność doprowadzenia do śmierci chorej jest w jej najlepszym interesie. Pippa od dwóch lat żyje z pomocą aparatury, a Sąd Najwyższy wydał wyrok zgodny o oczekiwaniami szpitala (Evelina Children's Hospital) o zaprzestaniu leczenia. Batalia sądowa o życie małej trwa i jest bardzo kosztowna. Szpital odmawia wydania dziecka do opieki domowej argumentując, że nie ma ono świadomości, gdzie i z kim przebywa. Matka nie zgadza się z takim stanowiskiem, prosi o podłączenie córki do przenośnego respiratora i zgodę na powrót dziecka do domu. – Nie rozumiem, dlaczego nie mogłaby wrócić do domu, abyśmy się nią zajęli, podczas gdy dwóch niezależnych lekarzy z renomowanych szpitali w Anglii uważa, że warto spróbować. Zamiast tego sąd zdecydował, że całe leczenie powinno zostać wstrzymane, a Pippa ma umrzeć. Przeżyła ostatnie dwa lata, co pokazuje, że chce przeżyć. Próbowano przekonać mnie, żebym wyłączyła system podtrzymywania życia Pippy. Ale gdyby Bóg chciał ją zabrać, zrobiłby to. Z ręką na sercu, jestem przekonana, że ona wie, co się dzieje, wie, że tu jestem.

Długotrwałe procesy czy składanie apelacji powodują szokujące koszty, rzędu nawet 100 000 funtów. Koszty te, jeżeli o zmianę wyroku apeluje szpital, ponosi publiczna służba zdrowia. Z obawy przed ewentualnością roszczeń ze strony rodziny, zarówno szpitale jak i sąd nie są skłonne wyrażać zgody na powrót chorego do domu, który pozostając stale podłączony do aparatury, mógłby długo żyć w przyjaznym otoczeniu bliskich i przyjaciół.

Szacuje się, że co roku w Anglii i Walii pojawia się około 1500 nowych przypadków ludzi, którzy nie rokują nadziei na powrót do normalnego funkcjonowania, są więc bezpośrednio zagrożeni uśmierceniem w obliczu prawa i za zgodą bliskich.

Tylko w jednym przypadku udało się wywieźć z Anglii i uratować chorą czteroletnią dziewczynkę w stanie wegetatywnym. Nazywa się Tafida Raqeeb. Była zwyczajną, zdrową, radosną, czteroletnią dziewczynką, ale niespodziewanie doznała wylewu krwi do mózgu, co było spowodowane wrodzoną wadą w budowie naczyń krwionośnych. Nastąpił wylew, zatrzymanie akcji serca oraz oddychania. Stało się to 9 lutego 2019 roku. Nieprzytomne dziecko w ciężkim stanie natychmiast przewieziono do szpitala Kings College. Przeszła kilka operacji. Jej stan był bardzo ciężki, ale nie stwierdzono śmierci pnia mózgu. Musiała być cały czas podłączona do respiratora. Lekarze nieustannie proponowali bierną eutanazję, chociaż stan małej zaczął się poprawiać. Rodzice Tafidy są muzułmanami. Matka Tafidy jest prawnikiem, zna prawo i procedury sądowe. Rodzice powoływali się na ich wyznanie i argumentowali, że Tafida należy do rodziny islamskiej i zgodnie zasadami ich wiary, tylko Bóg ma prawo do decydowania o zakończeniu jej życia. Udało się im skontaktować ze szpitalem w Genui (Włochy) i uzyskać zgodę na kontynuowanie leczenia córki, jeżeli zostanie przywieziona. Włoscy specjaliści stwierdzili, że jest to możliwe, gdyż nie stwierdzono śmierci pnia mózgu. Wyrok sędziego McDonalda zaskoczył przedstawicieli szpitala. Powołał się on bowiem na wiarę i zasady moralne tej islamskiej rodziny i pozwolił na wywiezienie dziewczynki na leczenie do Włoch. Z Genui płynęły informacje o znacznej poprawie stanu Tafidy, która wybudziła się, już mogła oddychać samodzielnie, a jej stan powoli, ale systematycznie się poprawiał.

Zobacz więcej informacji TUTAJ

Kropką nad „i” w sprawie R.S. był akt zgonu, który otrzymała rodzina. Napisano w nim, że przyczyną śmierci było: 1a) odoskrzelowe zapalenie płuc; 1b) niedotlenienie mózgu; 1c) zawał mięśnia sercowego. (...) Przyczyna śmierci została zbadana przez lekarza sądowego, który nie miał żadnych zastrzeżeń. Szpital odmówił przeprowadzenia sekcji zwłok, a ciało przed pogrzebem szybko zostało skremowane. Ani słowa o pozbawieniu chorego pożywienia i wody przez prawie dwa tygodnie oraz o podawaniu mu dużych dawek środków uspokajających. Przecież pozbawienie pożywienia i wody musi doprowadzić do śmierci każdego człowieka, ale o tym ani słowa.

Podobne bardzo głośne przypadki skazania chorego na śmierć z głodu i pragnienia wydarzyły się w USA (Terri Schiavo), we Francji (Vincent Lambert) i in. Przy czym perfidnie nie nazywa się tych sytuacji eutanazją, ale odstawieniem leczenia w najlepszym interesie pacjenta. W rzeczywistości jest to bierna eutanazja bez zgody pacjenta, który nawet jeżeli rozumie, co się wokół niego dzieje (a tak się często zdarza), nie jest w stanie protestować i się bronić.

Eutanazja nie jest tym, co pokazuje lewicowa propaganda. Nikt też nie może przewidzieć, jak się zachowa w bezpośrednim zagrożeniu śmiercią, więc wszelkie deklaracje „na zapas” nie mają sensu i są wręcz niebezpieczne. Miejmy nadzieję, że powyższe informacje o tych praktykach pokazały prawdziwe oblicze propagandy eutanazyjnej i obudziły większość Polaków, którzy nie chcą podobnej śmierci dla swoich bliskich, a tym bardziej sami nie zamierzają umierać w takim cierpieniu.

Zachęcamy do zapoznania się ze znakomitą książką dr. J. Willke, Życie czy śmierć – stare i nowe tajemnice eutanazji. Można ją bezpłatnie pobrać w postaci e-booka TUTAJ

 

Udostępnij tę informację

Źródło: TVP INFO/ Watykan News, informacje i opracowanie własne – 29 stycznia 2021 r.

 

 

 
Czy chcesz otrzymywać informację internetową na temat obrony życia w kraju i na świecie na swojego osobistego e-maila?
Zapisz się!

Twój adres e-mailowy jest u nas bezpieczny, nikomu go nie udostępniamy, ani go nie publikujemy.