Rodzice pochowali małego Alfiego…

Ostatnie pożegnanie Alfiego Evansa - dziecka, którego historia poruszyła świat. Wzruszeni żałobnicy rzucali kwiaty na karawan wiozący ciało 2-letniego chłopczyka. Na wstęgach wypisano słowa "wojownik" i "nasz bohater".

Uroczystości pogrzebowe, zgodnie z życzeniem rodziców Alfiego, miały charakter ściśle prywatny. Nie podano miejsca nabożeństwa, ani miejsca pochówku. Jednak rzesze osób mogły oddać hołd „wojownikowi” na wyznaczonym odcinku trasy konduktu.
 
Jak donosi z kolei prasa włoska, w godzinie pogrzebu Alfiego rozdzwoniły się dzwony w wielu miastach włoskich.
 
23 kwietnia cierpiący na niezdiagnozowaną i najprawdopodobniej nieuleczalną chorobę neurologiczną Alfie Evans został odłączony od aparatury podtrzymującej życie, podtrzymujące życzenie lekarzy polecenie sądu i wbrew woli jego rodziców.

Chłopczyk miał umrzeć po kilku minutach, ale do zgonu nie doszło. Po 11 godzinach chłopcu ponownie podano tlen, potem wodę, a władze szpitala poinformowały, że kontynuowane będzie leczenie paliatywne.
 
Rodzice chłopca walczyli o przetransportowanie synka szpitala pediatrycznego Dzieciątka Jezus w Rzymie. Dyrektor szpitala przybyła do Liverpoolu, by osobiście porozmawiać z władzami placówki, w której przebywał chłopiec, jednak nie została wysłuchana.
 
Apele o ratowanie chłopca ponawiało wiele środowisk, także kościelnych. Kilkukrotnie prosił o to papież Franciszek. W akcję ratowania Alfiego włączyli się również liczni Polacy.

[Na podstawie serwisu informacyjnego eKAI via Deon - 14.05.2018 r.]


Zdjęcie: MorgueFile (mconnors) - FP

 

 
Czy chcesz otrzymywać informację internetową na temat obrony życia w kraju i na świecie na swojego osobistego e-maila?
Zapisz się!

Twój adres e-mailowy jest u nas bezpieczny, nikomu go nie udostępniamy, ani go nie publikujemy.