Ks. dr Jacek Socha

Prawda o płciowości a problem prokreacji

Niedawno na przejeżdżającym obok mnie samochodzie zobaczyłem naklejkę z napisem: “nie żeń się, leasing to jest to, o co chodzi”. Wydaje się, że to hasło pokazuje wyraziście jeden z problemów współczesnej cywilizacji. Zamiast małżeństwa “leasing”, czyli warunkowe i czasowe relacje bez odpowiedzialności. Powyższe stwierdzenie jest jedynie przykładem “erozji umysłów” w patrzeniu na pewne podstawowe prawdy życia ludzkiego. Relatywizm w świecie przełomu tysiącleci dotyczy wszystkich obszarów aktywności człowieka, jednakże jego epicentrum znajduje się w ośrodkach opiniotwórczych. Przejawia się on nade wszystko w stwierdzeniu, że istnieje wiele prawd dotyczących tej samej sprawy. Usiłuje się dzisiaj stworzyć wrażenie, że wszystko jest względne, że prawda o rzeczywistości zależy od sytuacji historycznej i od ludzkiej oceny. Niestety, takie naiwne stwierdzenia nie chronią przed konsekwencjami zakłamania. Relatywizm, tak jak fundamentalizm, uniemożliwia społeczny dyskurs, ponieważ wyklucza wspólne i przemyślane dążenie do osiągnięcia moralnego lub filozoficznego porozumienia. Relatywizm neguje jakiekolwiek moralne potępienie czegokolwiek. Wobec wezwania do potępienia gwałtu seksualnego wielu relatywistów powie: “Cóż, istnieje narracja ofiary i narracja gwałciciela, i obydwie są jednakowo prawomocne”. Stąd już bardzo blisko do przejścia relatywisty na pozycje fundamentalistyczne.

Wydaje się, że promocja relatywistycznego podejścia do sprawy płciowości, a szczególnie do problemu prokreacji, przyjęła dzisiaj postać fundamentalistyczną. Każdy sprzeciw wobec zafałszowanych obrazów płciowości i prokreacji spotyka się aktualnie z frontalnym atakiem lub ignorancją. Warto jednak w imię dobra człowieka, zwłaszcza tego młodego, trudzić się w poznawaniu prawdy, ją promować i ku niej zmierzać.

  1. Niebezpieczne przeżywanie płciowości
  2. Rewolucja seksualna sprawiła, że o seksie mówimy dużo i otwarcie, jednakże coraz mniej w kontekście rodziny i prokreacji. Wielonakładowe, popularne magazyny, autorzy audycji telewizyjnych i radiowych poświęcają seksualności bardzo dużo miejsca i podpowiadają “jak uprawiać go lepiej”, “jak osiągnąć więcej satysfakcji”. Krzysztof Piesiewicz, scenarzysta filmowy, występując przed kilkoma laty w telewizyjnych “Rozmowach na koniec wieku” stwierdził, że pierwsza rewolucja seksualna dokonała się po I wonie światowej, kiedy kobiety obcięły włosy, skróciły spódnice, kiedy zaczęto mówić odważniej o seksualności, wyzbywając się męczącej pruderii. Ów bunt – podkreślał Piesiewicz – był uzasadniony, gdyż był sprzeciwem wobec ciasnych, krępujących miłość mieszczańskich konwencji. Stała za nim istotna racja: wyzwolenie uczuć z okowów konwenansów. Druga rewolucja seksualna rozpoczęła się w latach sześćdziesiątych XX w. i była apoteozą wolności, a seks uznała za jedną z najbardziej zasadniczych spraw w życiu człowieka. Trzecia rewolucja seksualna czyni seksualność produktem masowej kultury, towarem przeznaczonym do sprzedaży. Producenci rozerotyzowanych reklam, bilbordów, “seksownych” ubrań dla coraz młodszych dzieci, twórcy filmów, w których nagość nie pełni już roli artystycznej, wykorzystują i rozbudzają pragnienia seksualne, by czerpać z nich potężne zyski. Konsument tych produktów nie jest dla nich partnerem ale przedmiotem korzyści finansowych i manipulacji. Przykładem może tu być film “Deep Throat” nakręcony w 1972 roku na fali drugiej rewolucji seksualnej, przez człowieka najprawdopodobniej związanego z mafią – Gerarda Damiano. Film ten rozpropagował na Zachodzie seks oralny. Nakręcenie tego pornograficznego produktu chałupniczą metodą kosztowało bardzo niewiele. Przyniósł on natomiast na całym świecie ok. 900 mln dolarów zysku. Zjawisko pornografii ukazuje jak relatywizacja prawdy o płciowości staje się niebezpieczną i destrukcyjną dla samego człowieka. Oblicze seksualności propagowane na rynku pornograficznym nie jest alternatywnym sposobem przeżywania seksualności, ale jest formą fizycznej lub psychicznej przemocy polegającej na poniżeniu i urzeczowieniu człowieka .

    Problemem związanym z przeżywaniem seksualności jest również apoteoza ludycznego charakteru życia. Człowiek – w świetle powyższej teorii życia - to nade wszystko homo ludens, ktoś kto traktuje swoje istnienie jako nieustanną zabawę. W tym kontekście mówi się o tzw. syndromie Piotrusia Pana. Seksualność w mentalności Piotrusia Pana jest jedynie kolejnym obszarem zabawy. J.M. Barrie, autor Przygód Piotrusia Pana, ukazał w swoim dziele prawdę o pękniętej naturze mężczyzny i kobiety. Jego książka to genialna analiza problemu współczesnych mężczyzn (śmiem twierdzić, że i kobiet), którzy nie dorastają do pełni prawdy o odpowiedzialności za swoje życie, za ludzi których powinni pokochać i wziąć za nich odpowiedzialność.

    Kolejnym przykładem zafałszowanego obrazu seksualności we współczesnym świecie jest identyfikowanie jej z czynnościami seksualnymi, które wiążą się raczej z pojęciem genitalności. Chodzi wiec o zawężenie rozumienia seksualności jedynie do genitalności, która jest aktywnością seksualną wyrażoną poprzez gesty i akty. Genitalność, choć ważna, jest tylko jednym z aspektów szerokiej rzeczywistości, jaką jest seksualność. Staje się ona fizycznym skonsumowaniem erotycznych energii przez akty seksualne. We współżyciu seksualnym osoba spotyka osobę i oboje mają szansę przekroczenia siebie. W chrześcijańskiej tradycji bardzo często podkreślano ogromną wagę genitalności i jej naturalną dobroć, z drugiej strony przestrzegano przed rozumieniem jej jako całkowitego nośnika seksualności. Współczesna kultura głosi równoznaczność między seksualnością z kontaktami seksualnymi. Jest to tragiczna redukcja, która ma katastrofalne skutki również w kontekście problemu prokreacji

    Deprecjonowanie seksualności, a zwłaszcza genitalności to kolejny aspekt błędu antropologicznego. Istniał - i do dzisiaj można go jeszcze spotkać w kulturze zachodnioeuropejskiej - nurt myślowy, który został ukształtowany przez wpływy manichejsko-gnostyckie. Traktuje on genitalność w sposób bardzo podejrzliwy i pejoratywny, upatrując w niej siedlisko zła, a przez to deprecjonuje ją. W takiej wizji małżeństwo usprawiedliwia się jedynie koniecznością przedłużenia gatunku ludzkiego i ustępstwem na rzecz ludzkiej słabości. Seksualność w takiej koncepcji traktowana jest jako temat tabu lub jako niebezpieczna sfera. Wydaje się, że lękowe traktowanie seksualności zostało dzisiaj wyparte z życia, jednakże w niektórych środowiskach nadal może ono mieć miejsce i staje się zadaniem.

    Pluralizm w przezywaniu i pojmowaniu seksualności przedstawiany jest dzisiaj jako osiągnięcie cywilizacyjne. Jednakże po głębszej analizie należy stwierdzić, że jest on raczej oznaką zagubienia. Odrywanie seksualności od wartości rodziny staje się dużym niebezpieczeństwem. Często dzisiaj twierdzi się, że istnieje prawda katolików i prawda innych wyznań, prawda liberałów i prawda konserwatystów, prawda czarnych, prawda białych oraz prawda żółtych. W konsekwencji rodzi to przekonanie, że mężczyzna z kobietą nie dojdą do porozumienia, podobnie jak biali z czarnymi, ponieważ każde z nich ma swoją prawdę i są tak genetycznie zdeterminowani, że tych podziałów nie da się już przekroczyć. Prawda jako taka więc nie istnieje. Istnieją jedynie uwarunkowane genetycznie i kulturowo poglądy. Taki sposób myślenia o prawdzie nie tylko prowadzi nieuchronnie do erozji więzi międzyludzkich, ale też niszczy obiektywność zasad etycznych. W rezultacie ułatwia to, a nawet poniekąd legitymizuje dominację osób lub grup najsilniejszych i najbardziej cynicznych nad resztą społeczeństwa. Tam, gdzie nie ma prawa prawdy, tam istnieje prawo pięści — słusznie stwierdził Karl Popper. Parafrazując to stwierdzenie można powiedzieć, że jeśli człowiek utraci wiarę w możliwość rozeznania tego co dobre i złe, co jest prawdziwe i nieprawdziwe, wtedy grozi ludzkości moralność przypadku, ruletki lub ta którą wyznaczają silniejsi (np. politycznie czy też finansowo). Wydaje się, że w przypadku prawdy o znaczeniu rodziny, płciowości i prokreacji tak właśnie się dzieje. Narcystyczny model życia kreowany przez środowiska mass mediów staje się leitmotivem większości przekazów

  3. Rzeczywiste pragnienia człowieka przeczą fałszywej propagandzie
  4. Pomimo wszechobecnego w mediach błędu antropologicznego i promowania fałszywego obrazu płciowości, rodziny i prokreacji wydaje się, że postawy młodych Polaków są – w warstwie deklaracji – dużo dojrzalsze aniżeli kulturowa propaganda związana z tymi tematami. P. Sobierajski i T. Biernat podjęli próbę odpowiedzi na pytania dotyczące poglądów współczesnej młodzieży w kontekście małżeństwa i rodziny. Badania zrealizowano w pięciu województwach: kujawsko-pomorskim, pomorskim, wielkopolskim, małopolskim i dolnośląskim w latach 2004-2006. Respondenci reprezentowali młodzież uczącą się - na poziomie szkół ponadgimnazjalnych oraz wyższych. W badaniach przeanalizowano 2243 ankiety. Badani rekrutowali się ze wsi i miast o różnej wielkości (duże miasta – 44 proc., średnie miasta – 11 proc., mała miasta – 21 proc., wsie – 24 proc.). Studenci stanowili 33 proc. badanych, uczniowie szkół ponadgimnazjalnych – 67 proc.. Zdecydowana większość respondentów to osoby stanu wolnego (po ślubie było tylko 2 proc. młodych ludzi, niewiele mniejszy odsetek respondentów miał już dzieci). Dobrana próba jest reprezentatywna dla młodzieży w tej kategorii wiekowej i społecznej.

    Z badań wynika, że małżeństwo, rodzina i dzieci wysoko plasują się w hierarchii wartości młodzieży. "Szczęśliwe życie w rodzinie" posiada najwyższą rangę spośród czternastu wybieranych wartości. Na "rodzinność" młodych wskazuje także analiza celów życiowych. Pierwsze miejsce w hierarchii odnosiło się także do rodziny. Zdecydowana większość respondentów chce w przyszłości mieć rodzinę i dzieci. Tylko 1% badanych nie planuje założenia własnej rodziny. W świetle wyników badań, rodzina jawi się jako istotny element życiowej samorealizacji i warunek szczęścia.

    Młodzi ludzie preferują rodzinę w tradycyjnym kształcie, jako wspólnotę rodziców i dzieci połączonych miłością, wzajemnym oddaniem i zrozumieniem. Aspekty psychoemocjonalne w motywacjach prorodzinnych zdecydowanie dominują nad czynnikami ekonomicznymi, społecznymi i religijnymi. Młodzież przejawia skłonność do rozszerzania definicji rodziny. Włączają w jej zakres także różne inne formy życia partnerskiego, nie mieszczące się w klasycznych definicjach rodziny: małżeństwo bez dzieci – 69 proc., związki kohabitacyjne – 74 proc. (także bez potomstwa – 19 proc.), samotna matka, samotny ojciec z dzieckiem - po 76 proc., związki homoseksualne z dziećmi - prawie 20 proc.. Zmiana definicji rodziny nie wiąże się jednak z chęcią tworzenia takich związków, gdyż młodzież wydaje się być przywiązana do tradycyjnych form życia małżeńskiego i rodzinnego.

    Dziecko jawi się w świadomości młodzieży jako wartość odczuwana i pożądana. To właśnie dzieci czynią rodzinę prawdziwą i stanowią ważny czynnik psychicznego i osobowego rozwoju człowieka. Są warunkiem szczęścia w życiu. Młodzi ludzie chcą mieć dzieci w przyszłości. Siedem na dziesięć badanych osób przypisuje im duże i bardzo duże znaczenie (ocena "5" i "6" w skali 1-6). Tylko 4 proc. nadało znaczeniu dziecka najniższe rangi ("1" i "2"). Potomstwo chce zdecydowanie mieć 86 proc. respondentów, a niecałe 4 proc. - nie. Jedna na dziesięć osób tego jeszcze nie wie - być może nie ma jeszcze sprecyzowanych planów lub zastanawia się, czy posiada niezbędne do tego kompetencje. To prokreacyjne nastawienie potwierdzają plany co do liczby dzieci. Jest ona stosunkowo wysoka: jedno chce mieć tylko 5 proc. (!), dwoje – 54 proc., troje – 22 proc., więcej niż troje – 5 proc.. Młodzi oczekują dwojga lub większej liczby dzieci (troje i więcej w sumie 27 proc.). Na marginesie warto wspomnieć o stosunku do aborcji, który także potwierdza wysoką wartość dziecka. Co czwarta osoba ze względów fundamentalnych odrzuca aborcję. Aprobatę dla tej praktyki w szczególnych sytuacjach, np. choroby płodu lub matki oraz gwałtu, wyraziło 58 proc.. Bardzo niewielki odsetek respondentów opowiedział się za aborcją "na żądanie" (6 proc.) i aborcją z przyczyn materialnych (4 proc.).

    Badania socjologiczne pokazują, że młodzież nie akceptuje narcystycznego podejścia do życia. Wyniki badań wskazują na duże przywiązanie młodzieży polskiej do wartości małżeństwa i rodziny oraz postrzegania tych wartości jako fundamentalnych dla rozwoju osobistego i społecznego. Wydaje się, że poglądy młodych ludzi z Polski w znacznym stopniu różnią się od wszechobecnego medialnego obrazu małżeństwa, płciowości i stylu życia.

  5. Promocja prawdy o seksualności jako zadanie

Wobec fałszywego obrazu płciowości spotykanego często w opiniotwórczych sferach współczesnej kultury i nadal konserwatywnych deklaracji młodych Polaków, jawi się potrzeba silnej promocji prawdy i umacniania zdrowych tendencji.

Problemem wielu ludzi może być dzisiaj doświadczanie tzw. moralnej samotności. Chodzi o zagubienie i rozchwianie poglądów oraz postaw wobec promocji całkowicie innych wartości w otaczającej kulturze mass mediów. Jednym z najgłębszych osamotnień jakie człowiek może przeżyć jest właśnie osamotnienie moralne. Odczuwanie bólu i pokusa rezygnacji pojawia się wtedy, gdy dana osoba doświadcza agresji wobec tego, co stanowi dla niej świętość i co buduje jej integralność. Wydaje się więc, iż młody człowiek mieszkający w Polsce, posiadający prawdziwy system wartości w odniesieniu do małżeństwa, seksualności i rodziny potrzebuje dzisiaj silnego wsparcia, by móc przeciwstawić się fałszywej propagandzie. Wielu młodych noszących w sobie dobre pragnienia może poczuć się “nienormalnie” i obco jeśli nie spotkają się z zapewnieniem, że to do czego są przekonani, choć jest trudne, jest wartościowe i szlachetne. Istnieje więc wielka potrzeba pokazania im drogi realizacji dobrych pragnień i pomocy w tym oraz tworzenia środowisk i grup wzajemnego wsparcia, gdzie będą mogli spotkać ludzi myślących podobnie.

Jednym z ważnych zadań stojących przed tymi, którzy pracują z młodymi jest odkrywanie przed wychowankami głębi oraz piękna prawdy o seksualności jako darze, zadaniu i drodze do szczęścia. Wydaje się, że trzeba to robić w ciekawy sposób, gdyż jeśli któraś wartość może być podjęta przez człowieka musi go wpierw pociągnąć poprzez swoje piękno i głębię - tylko tak rodzi się cnota. Silnie więc dzisiaj potrzeba promocji rzetelnego obrazu seksualności, małżeństwa i rodziny, który pociągnie młodych. Twórczość Ronalda Rolheisera, jednego ze współczesnych teologów katolickich, jest przykładem ciekawej a jednocześnie niespłyconej wizji antropologicznej również w odniesieniu do problemów związanych z prokreacją. Wspomniany autor tak pisze na temat płciowości: Seksualność to święta energia dana nam przez Boga, doświadczana w każdej komórce naszego ciała jako wezwanie do przekraczania naszej niekompletności, popchnięcie ku jedności i ku temu, co poza nami. To wezwanie do celebracji, do dawania i przyjmowania radości, do znalezienia drogi powrotnej do ogrodu Edenu.

Święta energia, o której pisze Rolheiser, to inaczej wszystkie ludzkie pragnienia i "głody", które w swojej dojrzałej formie zmierzają do głębokiego pragnienia bycia współpracownikiem Boga w dziele stworzenia. Ojcowie, matki, artyści, pielęgniarki, nauczyciele, lekarze ... wszyscy "twórcy" mają okazję stać się współodpowiedzialni wraz z Bogiem za planetę Ziemię, błogosławiąc i ciesząc się ze Stwórcą, iż wszystko, co współtworzą, jest dobre (por. Rdz l, 31).

Przyjmując definicję Rolheisera można stwierdzić, że seksualność w dojrzałej formie nie ma nic wspólnego ze scenami miłosnymi z większości hollywodzkich filmów. Seksualność w rozkwicie można odnaleźć w tych sytuacjach, w których osoba wychodzi poza swój egoistyczny narcystyczny świat. Dotyczy nade wszystko przekraczania oddzielenia przez dawanie życia i błogosławienie go. Seksualność to dawanie siebie dla wspólnoty, przyjaźni, rodziny, służby, kreatywności, radości, męczeństwa, aby - jak Bóg - dawać życie światu. Przykładem osoby dojrzale przeżywającej swoją seksualność jest więc:

- Bóg, który właśnie stworzył ziemię lub Bóg Ojciec, który ujrzał Jezusa ochrzczonego

w Jordanie i z radością mówi "W Tobie mam upodobanie" (por. Mt 3, 17).

Wydaje się więc właściwym, przypominanie głębokiej wizji seksualności. Ronald Rolheiser podejmując próbę zdefiniowania seksualności zwraca uwagę na źródłosłów słowa "seks", który upatruje w łacińskim czasowniku secare. Seksualny oznaczałoby więc "odcięty od całości", ale i "pragnący jedności". To ten, który jest wezwany do przekraczania samotności i wychodzenia na poza swój egoizm Szeroko rozumiana seksualność odróżnia się od genitalności jako aktywności seksualnej i jest świętą energią daną człowiekowi przez Boga, doświadczaną w każdej komórce ciała jako wezwanie do przekraczania niekompletności, popchnięcie ku jedności i ku temu, co poza. Seksualność może wiec stać się sferą poprzez którą człowiek przekracza egoizm i odchodzi od narcystycznego skupienia na sobie. Owo przekraczanie zaś siebie poprzez służbę człowiekowi w zrodzeniu go w małżeństwie może stać się dla człowieka drogą do szczęścia

ZAKOŃCZENIE

Narcystyczny indywidualizm, który cechuje współczesną postmodernistyczną cywilizację, stał się niebezpieczeństwem dla ludzkości. Jego promocja w mass mediach zagraża prawdziwym i najgłębszym pragnieniom człowieka. Promocja indywidualizmu narcystycznego w sposób szczególny zagraża właściwemu rozumieniu i przeżywaniu seksualności i jej prokreacyjnemu charakterowi. Wydaje się więc niezbędną, promocja prawdziwej wizji seksualności w kontekście małżeństwa i rodziny. Głębokie i prawdziwe pragnienia i przekonania młodych ludzi potrzebują dzisiaj umocnienia