![]() |
![]() ![]() ![]() ![]() ![]() |
![]() |
|
|
| "Otoczcie
wasze dzieci miłością odpowiedzialną; brońcie ich jako daru Bożego od momentu
poczęcia, gdy zaczęły żyć w łonie matki; aby odrażająca zbrodnia aborcji,
która jest hańbą ludzkości, nie była popełniana na mających się urodzić,
na których - choć najbardziej niewinnych - wydaje się najbardziej niesprawiedliwą
egzekucję"
Jan Paweł II, Spotkanie
z Rodzinami w Rio de Janeiro, 4 października 1997 r.
|
"Na tym wielkim Stadionie (Maracana),
który dzięki grze świateł zdaje się składać z witraży przeogromnej katedry,
zwracam się do Was wszystkich - wzywajmy pomocy Boga Wszechmogącego dla
rodziny". Jan Paweł II
Na zaproszenie Ojca Świętego, Jana Pawła
II, zjechały do Rio de Janeiro rodziny z całego świata, reprezentujące
115 krajów, najróżnorodniejsze wspólnoty i organizacje pro-rodzinne.
Brazylijczycy, naród bardzo religijny, katolicki, a jeszcze bardziej spontaniczny, kochają swoje rodziny. Przedstawiciele Ameryki Południowej potrafią też bronić wartości chrześcijańskich, a szczególnie rodziny, czego dowody dawali wielokrotnie podczas międzynarodowych konferencji ONZ-owskich od Kairu po Pekin. Jako gospodarze Spotkania Rodzin z Ojcem Świętym tryskali radością, ofiarowując gościom dosłownie "serce na dłoni", oczywiście w rytmie południowo-amerykańskiej samby.
Kochają też gorąco Ojca Świętego. Oczekiwali na niego w wielkich emocjach. Przygotowywali się też do tego spotkania bardzo starannie. W diecezjach, parafiach, wspólnotach przeprowadzano cykle spotkań i dyskusji na tematy rodziny, w odniesieniu do nauczania papieskiego.
Było to już II spotkanie, pierwsze odbyło się w Watykanie w 1994r. - Roku Rodziny. Wezwaniem obecnego spotkania stało się hasło: "rodzina - dar i zadanie - nadzieją ludzkości".
Aby odpowiedź na wezwanie Ojca Świętego była pełniejsza Papieska Rada ds. Rodziny przygotowała Międzynarodowy Kongres, który zgromadził ok. 3 tys. uczestników z całego świata. Trzydniowe obrady poprzedziły przyjazd Ojca Świętego. Znakomici, sławni mówcy poruszali najbardziej palące problemy współczesnej rodziny. Byli wśród nich, m.in.: Mary Ann Glendon - pierwsza kobieta na świecie, która oficjalnie reprezentowała Stolicę Apostolską jako przewodnicząca delegacji watykańskiej na Światową Konferencję Kobiet w Pekinie; prof. Juan de Dios Vial Correa - prezydent Papieskiej Akademii Życia (następca prof. J.Lejeunne); kard. Roger Etchegaray - przewodniczący Komitetu Jubileuszu 2000, dr Bernard Nathanson - już jako katolik.
Kard. Alfonso Lopez Trujillo, pochodzący
z Wenezueli, przewodniczący Papieskiej Rady ds. Rodziny zrobił bardzo wiele
dla wzmocnienia znaczenia tego kongresu, a także pokazania gościom ducha
Ameryki Południowej. Na tę okazję przygotowano ikonę świętej rodziny pt.
"Rodzina z Nazaretu", na której Matka
Boża i święty Józef, który dźwiga na plecach Jezusa, wracają do domu, po
odnalezieniu Go w świątyni. Ikona ta została podarowana Ojcu Świętemu i
przekazana do nowopowstającego Centrum Rodziny w Nazarecie. Przygotowano
również pamiątkowy monument "Rzeźbę
życia". Nie zabrakło też Matki Teresy, która jeszcze raz przemówiła. Na
wielkich ekranach umieszczonych na stadionie Maracana ujrzeliśmy ją raz
jeszcze. Ojciec Święty zaznaczył, że co prawda jej usta są martwe, ale
jej przesłanie jest nadal żywe. Wieczór na tym największym stadionie świata
był wspaniałym, kolorowym widowiskiem światła, śpiewu i ruchu. Jednakże
był przede wszystkim Spotkaniem Rodzin, które organizatorzy nazwali - uroczystością
świadectwa. Rzeczywiście, historie
życia wielu małżeństw robiły wielkie wrażenie. Trudno było nie ulegać wzruszeniu,
gdy indiańska, bardzo biedna matka mówiła o swojej wierności sakramentowi
małżeństwa, choć została porzucona przez męża i zmuszona sama wychowywać
swoje dzieci. O sile, którą dał jej
pan Bóg, aby sprostać temu zadaniu. Była obecna córka Janny Berreta Molla,
bohaterskiej, świętej matki, która uratowała jej poczęte życie, choć jako
lekarka w pełni zdawała sobie sprawę z zagrożenia. Żona prof. Jerome Lejeunne,
wielkiego naukowca - genetyka i obrońcy
życia, pierwszego prezydenta Papieskiej Akademii Życia, złożyła przygotowany
przez niego projekt prawa chroniącego człowieka przed manipulacjami genetycznymi.
Wielkie wrażenie wywarło świadectwo małżeństwa, które po wieloletnim leczeniu
niepłodności poczęło ośmioraczki. Lekarze zaproponowali aborcję selektywną,
twierdząc, że jest to konieczne, gdyż dzieci jest za dużo dla prawidłowego
rokowania przebiegu ciąży. Małżonkowie ci przeżyli szok. Odmówili. Powierzyli
Panu Bogu, dawcy życia swój ból i swoją
nadzieję. Urodziły się zdrowe sześcioraczki, to Pan Bóg zadecydował. Obecnie
pomagają życzliwe sąsiadki, gdyż zużywają codziennie 42 butelki mleka.
Takich świadectw było bardzo wiele, a w międzyczasie występowały znane
gwiazdy brazylijskiej sceny, ubarwiając
spotkanie wspaniałą muzyką i śpiewem. Niezwykły klimat spotkania tworzyła
muzyka i pieśni, które śpiewali wszyscy, a szczególnie specjalnie napisana
na tę okazję "Modlitwa za rodziny". (patrz
polska wersja na kasecie audio w ofercie materiałów
edukacyjnych).
My Polacy byliśmy przyjmowani niezwykle życzliwie i gościnnie. Skupieni wokół ks.bpa Stanisława Stefanka, członka Papieskiej Rady ds. Rodziny, mieliśmy nawet polską grupę językową podczas Kongresu i własne seminarium. Brazylijczycy patrzą na nas, Polaków, jako na naród Ojca Świętego. Tutaj najlepiej można odczuć i pojąć, jaka to odpowiedzialność. Bardzo wzruszająca była sytuacja, gdy uczestnicy Kongresu pozwolili nam, Polakom, odśpiewać Ojcu Świętemu prawie całą "Barkę", włączając się w swoich językach dopiero przy drugiej zwrotce. Oni wiedzą, że tę pieśń Ojciec Święty bardzo lubi i także ją śpiewają, oczywiście w wielu językach. Było nam też bardzo miło, gdy dookoła stadionu pozwolono przejść ubranej w krakowskie stroje grupie z Polonii brazylijskiej, niosącej wielki sztandar z wizerunkiem Matki Bożej Częstochowskiej i Orła Białego.
Wielka, żywiołowa radość w brazylijskim stylu, południowo- amerykańska muzyka, rytm przygotowanych na powitanie Ojca Świętego pieśni, okrzyki na Jego cześć, nie zdominowały jednak spotkania. Co prawda w odpowiedzi na wielkie plakaty głoszące, że Papież jest rodowitym mieszkańcem Rio (carioca), uśmiechnął się On (jak zawsze) i powiedział, że "...O ile Pan Bóg jest Brazylijczykiem, to papież z pewnością jest cariocą". Wywołało to szalony entuzjazm. Ojciec Święty znakomicie posługiwał się językiem portugalskim, często żartując poza oficjalnymi tekstami przemówień.
Jednak Jego przesłania zdominowały wszystko i wszystkich. To były naprawdę historyczne chwile, gdy wołał ponad wielką ciżbą rodzin z całego świata: "Wzywajmy pomocy Boga Wszechmogącego dla rodziny". A nam, Polakom, przypominała się modlitwa na Placu Zwycięstwa z 1979 roku tym bardziej, że podczas niedzielnej Eucharystii ołtarz zbudowany był na pomniku, grobie nieznanego żołnierza.
Wypowiedzi Ojca Świętego podczas tych spotkań były syntezą całego Jego nauczania na temat rodziny. Przyznał zresztą w osobistym komentarzu (poza oficjalnym tekstem), że najważniejsza dla budowania dobrych rodzin jest miłość i odpowiedzialność, dodając jednocześnie "zrozumiałem to już 50 lat temu". A my byliśmy dumni, że to było u nas, w Polsce. A potem przychodziła refleksja, czy jesteśmy wierni tej nauce i na ile jest ona znana?
Jeszcze raz zacytujmy Ojca Świętego: Tego popołudnia, gdy rodziny wszystkich części świata, trzymając się za ręce, tworzą niekończący się łańcuch miłości i wierności, zwracam się z apelem do wszystkich podejmujących się budowy nowego społeczeństwa, w którym panuje cywilizacja miłości: brońcie waszych rodzin, jako najdroższego daru, którego nie da się niczym zastąpić, ochraniajcie je sprawiedliwymi prawami, które zwalczyłyby nędzę i bezrobocie, a równocześnie pozwalałyby rodzicom spełnić swoje posłannictwo. Jak rodzice mogą stworzyć rodzinę, jeśli nie mają środków na jej utrzymanie? Nędza niszczy rodzinę, uniemożliwia dostęp do kultury i do podstawowego wykształcenia, niszczy obyczaje i u samego korzenia podkopuje zdrowie tak młodzieży, jak i dorosłych. Pomóżcie im. I to w interesie waszej własnej przyszłości. (...) Społeczności, które nie interesują się dziećmi, są nieludzkie i nieodpowiedzialne. Rodziny, które nie wychowują całościowo swoich dzieci, które je porzucają, popełniają najcięższą niesprawiedliwość, za którą muszą stanąć przed trybunałem Bożym.
Ojciec Święty zaprosił nas wszystkich na kolejne Spotkanie Rodzin do Rzymu w ramach obchodów Jubileuszu 2000, gdyż właśnie rodzina jest nadzieją na Trzecie Tysiąclecie dla Nowej Ewangelizacji.
Ta sytuacja od dawna "bardzo niepokoi" te środowiska, które systematycznie realizują u nas programy antynatalistyczne, przede wszystkim związane programowo ze Światową Federacją Planowanego Rodzicielstwa (IPPF), którą w Polsce dawniej reprezentowało Towarzystwo Rozwoju Rodziny, a dzisiaj Federacja na rzecz Kobiet i Planowanego Rodzicielstwa (pod przywództwem Wandy Nowickiej, która w imieniu Polek obraziła Ojca Świętego w Kairze). Środowiska te stymulują więc potężną propagandę wmuszającą nam stosowanie antykoncepcji. Reklama, liczne artykuły w pismach tzw. kobiecych, akcje edukowania seksualnego młodzieży przez rozdawanie im informatorów o tych środkach, a nawet darmowe rozdawnictwo.
To nic, że kobieta może po prostu wiedzieć kiedy jest płodna, a kiedy nie. Tej wiedzy się w zasadzie nie upowszechnia w służbie zdrowia, a ciągle usiłuje się ukazać ten problem jako jedynie religijny. Poza tym uczenie zdrowego, ekologicznego stylu życia i świadomości swojej płodności jest przedstawiane jako ideologiczny, nieżyciowy i nienaukowy anachronizm. Ważną przyczyną jest też fakt, że na kobietach znających naturalne metody rozpoznawania płodności nie daje się zarabiać.
Polki są jednak oporne. Według najnowszych badań jedynie 4 - 7% sięga po pigułkę. Nie ufając sterydowym hormonom, nie chcą się uzależniać i wydawać pieniędzy. Zwracają większą uwagę na szkodliwość tych środków, choć się ją powszechnie zataja. Jedynie na ulotkach informacyjnych wewnątrz opakowania preparatu, sprzedawanego w aptece, informacje na temat szkodliwości są publikowane możliwie najmniejszymi literkami. Polki też lepiej niż inne nacje znają naturalne metody rozpoznawania płodności. Nie chcą niszczyć swojej jedności małżeńskiej, swojej płodności, swojego zdrowia. Wstydliwie pomija się fakt, że większość Polek jest katoliczkami i chce żyć w zgodzie z prawem Bożym.
A przede wszystkim NIE KUPUJĄ tych środków w takich ilościach, jak oczekują tego producenci.
Nie "pomogło" wprowadzenie w ubiegłym roku 50% dopłaty do tych preparatów. Argumentowano wówczas, że Polki nie stosują antykoncepcji hormonalnej, gdyż je na to nie stać. Według zdrowych szacunków koszt wprowadzenia 50% odpłatności za kolejne preparaty antykoncepcyjne był bardzo wysoki. Nie stało się to jednak żadnym argumentem dla feministycznego lobby. Pomimo wielkich podwyżek cen leków ratujących życie i rozpaczliwej kondycji służby zdrowia, hormonalne preparaty antykoncepcyjne wprowadzono na listy leków objętych 50% odpłatnością. I rachuby zawiodły, gdyż Polki w kwestii łykania hormonów nadal dostają od europejskiego poziomu, gdzie pigułkę łyka 50 - 60% kobiet w wieku prokreacyjnym.
Mieliśmy już w Polsce w latach 80-tych tzw. eksperyment suwalski, podczas którego w gabinetach lekarskich rozdawano bezpłatnie środki antykoncepcyjne w celu testowania na Polkach. Wówczas to gabinety ginekologiczne zostały zarzucone lawiną "darmowych" wkładek domacicznych (tzw. spiral), które mają działanie poronne. Minęło trochę czasu, zanim sprawa stała się głośnym skandalem. Nikt jednak nie został pociągnięty za to do odpowiedzialności.
Obecnie, natomiast, po zwycięstwie AWS należy się spodziewać, że minister zdrowia, podejmując reformę systemu opieki zdrowotnej w Polsce wycofa dofinansowywanie antykoncepcji, przekazując te pieniądze na ratowanie zdrowia i życia ludzkiego. Jest to wielka klęska propagatorów programów kontroli populacji w odniesieniu do Polski.
Aby ucywilizować świadomość opornych Polek i wreszcie zacząć robić w Polsce wielkie pieniądze, powołano więc Porozumienie Producentów Pigułek Antykoncepcyjnych, które stworzyły trzy wielkie firmy farmaceutyczne: Schering, Jenapharm i Organon. Na edukowanie Polek, czytaj ostrą propagandę, antykoncepcyjnych środków hormonalnych, firmy te przeznaczyły 6 miliardów starych złotych. Celem tej akcji jest wmówienie Polkom, czterech kłamstw: że są to środki: absolutnie nieszkodliwe, całkowicie skuteczne, korzystne dla zdrowia, stosowane przez każdą ucywilizowaną kobietę.
"Sporo w tej akcji filantropii - powiedział Almand Grześ z firmy Schering" (za "Trybuna" z 6 października 97r.). W ramach tej "filantropii" firmy te rozpoczęły planowy atak reklamowy na media oraz na gabinety ginekologiczne, przekazując też duże ilości darmowych preparatów hormonalnych, tylko brać. Na drzwiach gabinetów pojawiły się naklejki w stylu: "BĄDŹ PEWNA".
Nie ma na świecie żadnych środków antykoncepcyjnych o 100% skuteczności i nieszkodliwości. Na ile więc pozostaje w zgodzie z zasadami etyki zawodowej lekarz, który wręczając reklamowany preparat "daje pewność". A co z gwarancją? Czyżby "bezpłatna aborcja"? A dziecko staje się groźnym intruzem, przed którym należy się "nowocześnie" bronić. To kolejny punkt programu IPPF.
6 miliardów starych złotych przeznaczonych na promocję to suma wskazująca, że planowane przyszłe dochody ze sprzedaży tych środków, o ile Polki się od ich stosowania uzależnią, będą gigantyczne. Jest o co walczyć. Przy okazji wiele katoliczek przestanie chodzić do Kościoła i o to także chodzi.
Czy taka planowa akcja przeciwko naszemu narodowi powinna być przez nas tolerowana? Czy możemy spokojnie milczeć i czekać, aż zdemoralizuje się nasze córki, bo młode dziewczyny ulegają największej presji tej reklamy.
Na Zachodzie w takich sytuacjach ruchy pro-life wypracowały sposób obrony. Jest nią społeczny bojkot produktów takich firm farmaceutycznych. Większość leków można zastąpić produktami innych producentów. Jest to broń niezwykle skuteczna, gdyż powoduje znaczne zmniejszenie dochodów. Tego w Polsce jeszcze nie robiliśmy, ale czy nie nadchodzi czas, aby to przemyśleć? I zacząć się bronić.
W Wielkiej Brytanii wiele "szumu" wywołała nowa książka wybitnego australijskiego farmakologa, Johna Wilksa pt: "Przewodnik dla użytkowników pigułki antykoncepcyjnej". Autor zwraca uwagę, że tzw. "pigułka" już od 30 lat jest dostępna na rynku, lecz wciąż na nowo pojawia się problem jej skutków ubocznych. Jej stosowanie nie jest bezpieczne, a miliony kobiet na całym świecie są nieświadomymi uczestnikami gigantycznego eksperymentu, za który nikt nie chce ponosić odpowiedzialności. Tragiczne przypadki, jako następstwa brania pigułki, zdarzają się najczęściej młodym dziewczynom, które łatwo ulegają kampanii reklamowej i zupełnie nie mają świadomości podejmowanego ryzyka.
W maju 1994 r. zmarła 16 letnia Caroline Bacon z Wielkiej Brytanii na porażenie mózgu na skutek brania "pigułki" o nazwie handlowej - Femoden. Gdy miała 14 lat środek ten, jako całkowicie bezpieczny zapisał jej lekarz z kliniki przyszkolnej, bez wiedzy rodziców. Preparat ten został wycofany z rynku, ale decyzja ta zapadła zbyt późno dla Caroline. Rodzice - Tom i Jenny Bacon - po stracie córki zaangażowali się w kampanię przeciwko prawu zezwalającemu na przepisywanie nieletnim dzieciom środków antykoncepcyjnych bez zgody ich rodziców. Za wytrwałość w swoim działaniu otrzymali oni w roku 1997 nagrodę Family Life Reward od organizacji pro-life - Family & Youth Concern.
Dr Wilks komentując tragedię dziewczyny i jej rodziców stwierdził: "To właśnie dla takich dziewcząt jak Caroline napisałem tę książkę." Warto tu podkreślić, że zainteresowanie książkę australijskiego specjalisty łamie ciszę informacyjną na temat szkodliwości stosowania hormonów w celach antykoncepcyjnych, co jest celowo ukrywane, co więcej "przykrywane" kampanią reklamową firm farmaceutycznych lansujących opinię, że środki te są absolutnie nieszkodliwe.
Pośród różnych problemów dr. Wilks podejmuje zagadnienie, wykazywanego przez liczne badania, działania poronnego pigułki. Okazuje się, że tzw. pigułki antykoncepcyjne nie zawsze hamują owulację. Niejednokrotnie do niej dochodzi, wówczas może nastąpić poczęcie, ale zaburzenia cyklu, na skutek przyjmowania sztucznych hormonów, uniemożliwiają prawidłową implantację i powodują wczesne poronienie.
Według danych publikowanych przez Stowarzyszenie Planowania Rodziny na temat pigułek jednoskładnikowych (progesteronowych) lub tzw. mini-pigułek o zmniejszonej dawce hormonów u 40 kobiet na 100 używających tego typu środków zachodzi owulacja, ale tyko 5 -10 na 100 zachodzi w ciążę. W oparciu o te dane dr. Wilks zwraca uwagę, że prowokowane hormonalnie, bardzo wczesne poronienia zachodzą u ok. 30 - 50 kobiet na 100 stosujących te środki.
Relacje zachodzące pomiędzy stosowaniem pigułki hormonalnej a rakiem szyjki macicy lub rakiem piersi są już dobrze opracowane w literaturze medycznej, a różnice między poszczególnymi opracowaniami dotyczą jedynie większego lub mniejszego ryzyka. Co prawda informacje te prawie wcale nie są udostępniane szerokim kręgom użytkowniczek tych środków. W przypadku obu rodzajów raka najbardziej narażone są młode kobiety, których system hormonalny nie jest jeszcze w pełni ustabilizowany. Dr Wilks przypomina, że "pigułka" ma działanie rakotwórcze bez względu na genetyczne uwarunkowania kobiety.
Także z reguły nie informuje się, że poważnym skutkiem ubocznym stosowania sztucznych hormonów w pigułkach "antykoncepcyjnych" są zakrzepy krwi. Niegdyś zapisując "pigułkę" robiono dodatkowe badanie w tym kierunku. Obecnie nagminnie się od tego odchodzi, argumentując, iż ilość hormonów w dawce jest znacznie mniejsza. Pamiętać jednak należy, że o ile ta zmniejszona dawka nie spowoduje blokady jajeczkowania, środek ten będzie miał działanie poronne. Przypadek Caroline przypomina, że problem nadal istnieje. Dr Wilks ukazuje, że próby przechytrzenia najbardziej skomplikowanego i zrównoważonego systemu naturalnego, jakim jest cykl kobiety, wydają się nie znać żadnych granic. Przykładem może być stosowanie hormonalnego preparatu Depo-Provera, jako zastrzyku antykoncepcyjnego. Wielokrotnie był on wycofywany ze stosowania na skutek bardzo poważnych działań ubocznych, a po jakimś czasie przywracany. Na przykład długotrwałe jego stosowanie, rozpoczęte w młodym wieku, podnosi ryzyko zachorowania na raka piersi o 360%. Depo-Provera wpływa także na kości, czyniąc kobiety mniej odpornymi na osteoporozę (łamliwość kości), gdy znajdą się w okresie menopauzy. Dążenie organizacji przeciwnych ochronie życia do udostępnienia "pigułki" bez recepty lekarza są kolejną ilustracją braku odpowiedzialności i wrogiego stosunku do kobiet. Pacjentka zawsze musi być uczciwie informowana o skutkach ubocznych zarówno stosowanych leków, jak innych preparatów farmakologicznych. Nie jest uczciwe zapisywanie młodej dziewczynie antykoncepcyjnej pigułki hormonalnej, aby poprawić jej cerę lub ułatwić nieodpowiedzialne kontakty seksualne nie informując jej, że niszczy się w ten sposób jej naturalny system hormonalny i naraża na poważne skutki uboczne. Największą odpowiedzialność biorą na siebie jednak firmy farmaceutyczne, które dla zwiększenia swoich zysków reklamują te środki, nie podając o nich wszystkich prawdziwych informacji.
Serdecznie dziękujemy za nadsyłane do nas Różańce. Jest to bardzo szczególna wymiana modlitwy we wspólnocie Kościoła w wymiarze międzynarodowym. Gdy przychodzą, trudno nam ukryć wzruszenie. Wiele z nich to Wasze ukochane różańce, wymodlone, aż miejscami wytarte. Niektóre przepiękne, kryształowe, srebrne, z drzewa różanego... przywiezione z wielu sławnych sanktuariów z różnych stron świata, a także z Watykanu, pobłogosławione przez Ojca Świętego. Przekazujemy je przede wszystkim na Wschód i zawsze są przyjmowane z wielką radością.
Najgłębiej w moim sercu pozostała starsza, bardzo skromnie ubrana kobieta, którą spotkałam w przedsionku kaplicy Matki Boskiej w Ostrej Bramie w Wilnie. Gdy siadłam koło niej, zapytywałam się w duchu, czy jest Polką czy Litwinką. Właśnie skończyło się nabożeństwo w języku litewskim, ale jest to miejsce tak bardzo polskie, pełne naszych wzdychań do Matki Bożej, z licznymi napisami polskimi na umieszczonych na ścianach srebrnych wotach.
Wyciągnęłam z kieszeni różaniec i dałam go mojej sąsiadce, mówiąc po polsku, że nie wiem od kogo pochodzi, ale że jest to specjalny dar dla niej właśnie, aby się razem modlić. Czy potraficie sobie wyobrazić ten błysk w jej oczach, tę radość, ten uśmiech. Rzuciła mi się dosłownie na szyję z tak głęboką, autentyczną radością, dziękując i zapewniając od siebie (oczywiście po polsku), że będzie się modliła, również za Was, tam gdzie zawsze, w ukochanej Ostrej Bramie u stóp Matki. Nasze spotkanie trwało tylko krótką chwilę, nie miałyśmy możliwości powiedzieć cokolwiek więcej o sobie, ale pozostanie na zawsze w sercu. Zbierajcie dalej różańce, bardzo na nie czekamy.
Drodzy Przyjaciele!
Od miesiąca mam przyjemność prowadzić Klub Przyjaciół Ludzkiego Życia. Koleżanka Aneta Szalkowska już na dobre zajęła się architekturą. Cieszy mnie ogromnie fakt, iż liczba członków Klubu zbliża się obecnie do 5000, że tak wiele ludzi poważnie traktuje obronę życia. Jako młoda mężatka jestem głęboko przekonana, iż nie ma nic ważniejszego, piękniejszego nad dar życia. Każde staranie o poszanowanie życia, o prawo do życia istoty ludzkiej jest cenne i świadczy o odpowiedzialności.
W bardzo licznej korespondencji, którą otrzymujemy, zauważamy różnorodność przedsięwzięć, inicjatyw oraz refleksji, którymi dzielą się klubowicze:
Członkiem Klubu zostałam od marca 1996 roku. Mam 18 lat i jestem wdzięczna Panu Bogu, że włączył mnie do Klubu Obrony Życia Poczętego. Niedawno mogłam sprawdzić swój sumienny obowiązek wobec idei tego Klubu. Pozwólcie, że podzielę się z Wami refleksjami i przeżyciami, które doświadczyłam. Akcja protestacyjna, która powoli dobiega końca, objęła także i mnie. Mam w tym swój mały wkład tj. 17 głosów, które zebrałam w szkole i w internacie. Podczas zbierania podpisów takie oto nasunęły się spostrzeżenia. Najwięcej osób za aborcją pochodziło z rodzin średniozamożnych i dobrze "trzymających się". Natomiast ci, którzy byli z rodzin wielodzietnych, rozbitych, z domów dziecka lub mieli rodziców alkoholików popierali protest i podpisywali się od razu.
Niektórzy tłumaczyli się jeszcze inaczej, tzn. popierają ustawę, ale są przeciw aborcji samej w sobie. Kiedy próbowałam ich przekonać, że każde życie jest cenne i jest darem od Boga, a my nie mamy prawa go odbierać - oni kierowali się jedynie argumentami wynikającymi z ich niedojrzałości duchowej, religijnej i moralnej. Najczęściej akceptowali powód aborcji - gwałt. Wiele dziewczyn nadal uważa, że jest to sprawa, o której decyduje pokrzywdzona dziewczyna i takie dziecko nie powinno się narodzić. Jako dowód, że nawet w tych sytuacjach życie jest cenne, opiszę przypadek pewnej dziewczyny z internatu. Znam jej sytuację, gdyż w tym roku przyszła do internatu i często nas odwiedza zwierzając się. Gdybym nie znała jej podłoża rodzinnego, nigdy nie zgadłabym, że pochodzi z domu dziecka, ma rozbitą rodzinę i jest dzieckiem gwałtu. Zawsze pogodna, życzliwa, otwarta, ofiarna, niezwykle humanitarna. Poza tym emanuje z niej wiele delikatności, ciepła i troski. Nie używa alkoholu, tytoniu, nie bluźni. Ona, która tyle przeżyła, że aż trudno uwierzyć, że jeszcze żyje, potrafi powiedzieć życiu: TAK. I wcale nie sądzi, że nie powinna się urodzić. Dzięki niej zrozumiałam, że życie ludzkie, życie każdego człowieka jest nieocenionym wielkim darem Bożym. Natomiast ta dziewczyna (z internatu) jest prawdziwym świadectwem, że Bóg jest w każdym poczętym dziecku, nawet w tym poczętym z gwałtu. Czyż to nie zaskakujące, że tacy są przeciw zabijaniu nienarodzonych dzieci, a ci, co mają 18 lat i są dojrzali wiekowo - zabraniają żyć tym najmniejszym? Wierzę, że Bóg postawił obok nas właśnie tą dziewczynę, aby pokazać w niej cud życia i przejaw swojej miłości. Szkoda, że inni tego nie docenili i nie wzięli przykładu. Smutnym stwierdzeniem było, że na 60 dziewczyn mieszkających w naszym internacie tylko co piąta była przeciw aborcji. Oprócz zebranych podpisów, niektórzy zadeklarowali chęć przynależenia do Klubu Przyjaciół, co sprawiło mi ogromną radość. Cieszę się, że choć kilka ziaren padło na żyzną glebę, podczas gdy inne usadowiły się na skale. Korzystając z okazji pragnę podziękować za wszystkie nadesłane materiały. Zapewniam o pamięci modlitewnej i o wsparciu finansowym, gdy tylko coś się zbierze. To cudowne, że istnieje taki Klub - Klub obrony tych najmniejszych, niewinnych, bezbronnych.
...Bóg jest jedynym dawcą życia, czyli miłości. Szczególnie boleśnie odczuwam aborcję jako początek drogi do zła, zarówno w wymiarze jednostki ludzkiej, jak i całego społeczeństwa. Doświadczyłam tego z obserwacji wśród znajomych. Osoby dotknięte tym grzechem, pomimo żalu jaki wyrażają i chwilowych załamań, w końcu tłumaczą swoje postępowanie koniecznością czysto materialną i w efekcie usprawiedliwiają swoje postępowanie. Równocześnie zauważyłam, że ich mentalność jakby pod wpływem tych dokonań ukształtowała się w kierunku tolerancji zła. Wierzę, że moje ciągłe, codzienne modlitwy właśnie w intencji ochrony życia poczętego wpłynęły na pewne uporządkowanie moich spraw rodzinnych, dały mi także poczucie opieki Bożej nad moimi dziećmi, a teraz i wnukami. Od zeszłego roku podjęłam się modlitwy za dziecko przyjęte do duchowej adopcji i tak postanowiłam do końca mojego życia tu na ziemi. (...)
Z okazji zbliżającego się Bożego Narodzenia życzę Wszystkim szczególnego Błogosławieństwa Bożego Dzieciątka zarówno w sprawach osobistych, rodzinnych jak i ogólnonarodowych.